środa, 27 lutego 2013

Rozdział 7

-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________________________

Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach, żartach i opowiadaniu sobie śmiesznych historyjek i zanim się spostrzegłam wjeżdżaliśmy do hotelowego garażu.

*
-Mamo?! - krzyknął Jus wstawiając głowę przez drzwi od jakiegoś z pokoju na szóstym piętrze który wskazała nam miła recepcjonistka. Nie dostając odpowiedzi wszedł do środka i położył się na łóżku.
Ja niepewnie weszłam za nim, a on widząc mnie tylko wskazał palcem na szafkę nocną na której stało oprawione w ramkę zdjęcie kobiety o ciemnych włosach z uroczym na oko 3 letnim chłopcem na rękach.
-To ja  i moja mama - wyjaśnił siadając i biorąc zdjęcie do ręki - zawsze je ze sobą wozi na dalsze wyjazdy czy w trasy - delikatnie się uśmiechnął i odstawił zdjęcie na miejsce.
Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i z zaparowanego pomieszczenia wyszła tańcząc w szlafroku wysoka kobieta. Pomimo że własy miała zawinięte w turban wiedziałam ż to mama Justina. No bo kto inny?
Na nasz widok aż podskoczyła a jej kosmetyczka wylądowała na ziemi.
-Justin?!- wrzasnęła przerażona.
-Hej mamo -
-Tak, tak hej - powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia, otworzyła je i do połowy wyszła. Krzyknęła tak głośno że myślałam że szyby zaraz rozsadzi - Justin wrócił!!! - po tych słowach do pokoju wbiegło z dwadzieścia osób. Pewnie ekipa Justina. Żeby nikomu nie przeszkadzać wyszłam sobie na mały balkonik. Oparłam się o barierkę i rozkoszowałam letnim powietrzem. Przez chwilę słyszałam wrzaski, jednak potem przestałam się przysłuchiwać i pochłonięta głębokim myśleniem przestałam w ogóle kontaktować z rzeczywistością.
-Alex, Alex? -usłyszałam ciche szeptanie i poczułam jak ktoś lekko puka mnie w ramie - Alex do cholery!!! - wydarł się i  potrząsnął mną tak że o mało się nie wywaliłam.
-Co?!! - wydarłam się równie głośno
-O, wstałaś - powiedział z głupkowatym uśmiechem i  wszedł do pokoju . A kto? Justin!
-To spałam? - spytałam zdziwiona. Rozejrzałam się do okoła. No tak, cała ja. Zasnęłam na stojąco na balkonie - to się nazywa talent, no nic. Podążając za Justinem weszłam do hotelowego pokoju.
Jednak pokój był pusty. Wyszłam na korytarz i w zasadzie to zaraz wróciłam. Patti akurat wchodziła i ręką pokazała mi bym została.
-Co sądzisz o Justinie?- Spytała siadając na fotelu i pokazując mi bym również gdzieś usiadła
-No wie pani...- zaczęłam
-Tylko nie "pani"- przerwała mi - czuję się wtedy bardziej stara - wyjaśniła - mów mi Patt.
-No więc, Patt...Narazie to mało wiem na temat Justina, bo krótko go znam, ale wiem już że nie jest takim zwykłym nastolatkiem, i nie mówię tu o tym że jest sławny i wogóle, tylko o tym że jest naprawdę silny, rzadko zdarzają się takie osoby... - długo tak jeszcze sobie rozmawiałam z Panią Bie... z Patt,  o Justinie, trasach koncertowych, o wszystkim, skończyliśmy na najśmieszniejszej rasie psa. Patti jest bardzo miłą osobą, i widać że bardzo kocha Justina. W rozmowie spytała się mnie czy miałabym coś przeciwko gdyby Justin zamieszkał z nami (mną i Em) bo jest jej smutno że wyjechał na "wakacje" bez znajomych i z całą ekipą. Według niej strasznie musiał się nudzić. Oczywiście powiedziałam że nie był by problemem. Chciałam go bliżej poznać...
Gdy dołączył do nas Justin, jego mama wszystko mu wytłumaczyła. Jak usłyszał że zgodziłam się go przygarnąć, zaczął skakać z radości jak małe dziecko i pobiegł po walizki.
Swoją drogą to był tu tylko te ostatnie parę godzin, bo do domu moich dziadków zawitał w dniu swojego przyjazdu do NY.
Patti przekonała nas żebyśmy zostali w hotelu na noc bo już jest późno, a ona boi się że coś się nam stanie.
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, rzebym miała w czym spać. Karzdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.

_______________________________________________
Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, i za to że taki krótki o niczym i beznadziejny :/ ale w następnych będzie już więcej akcji ;) i mam nadzieje że dodam szybciej xD Liczę na komentarze!

środa, 6 lutego 2013

Rozdział 6



Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się, że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
___________________________________________________________________________
Dogoniłam go, gdy wchodził do lasu.
-Justin. - Odezwałam się wyrównując z nim krok
-Przepraszam, nie powinienem był - powiedział szeptem. 
Do końca drogi już się nie odezwał, a każda podjęta przeze mnie próba  rozpoczęcia rozmowy, kończyła się milczeniem Biebera.

-O! no, wreszcie jesteście! - Przywitała nas Noemi w drzwiach - gdzie byliście?
Żadne z nas nie odpowiedziało na pytanie, ja rzuciłam jej krótkie "Hej" i przeszłam do kuchni, natomiast Justin nie powiedział nic; poszedł na górę.
Wstawiłam wodę na herbatę i usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, od kuchni.
Spojrzałam szybko w tamtą stronę, i po utwierdzeniu się w fakcie, że to Emi wróciłam do wcześniejszej czynności; robienia sobie picia.
Podeszła do marmurowego blatu stołu, oparła o niego dłonie i spojrzała na mnie pytająco.
Odpowiedziałam jej tym samym spojrzeniem, siadając po drugiej stronie stołu
-Co jest?- Rzuciła i usiadła naprzeciwko mnie – chodzi o Justina? – Bardziej stwierdziła niż spytała, więc nie zadalam sobie trudu odpowiedzi – to opowiadaj, co się działo?
-Bo wiesz, jak pojechałaś…-Opowiedziałam jej wszystko po kolei, począwszy od momentu, kiedy wyszła, skończywszy na tym, że Justin mnie olewa – i nie rozumiem czemu, czy ze mną jest cos nie tak? – Spytałam, na koniec
-Tak- powiedziała a ja na nią dziwnie spojrzałam, chyba powinna mnie pocieszyć czy coś a nie tak wprost mi mówić, że jestem dziwna. Chociaż ona zawsze waliła ‘prosto z mostu’ bez jakiegokolwiek wyczucia, lubiłam to w niej. – Po pierwsze to to, że się nim przejmujesz, po drugie, jest tylko jeden powód – uśmiechnęła się głupkowato; zawsze to robiła, dzięki temu na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który zaraz uciekł. – Znasz tego gościa … no ja nie wiem, parę godzin? Pomijając czas, kiedy spał. On jest gwiazdą! Zabawę uczuciami dziewczyn ma wpisaną w kod DNA!
-Chyba masz rację – powiedziałam wstając
-No chyba nie – przerwał mi Justin opierający się o ścianę kolo drzwi, chyba nie zauważyłam, kiedy wszedł, sądząc po minie Emi, ona też nie. – Noemi, z całym szacunkiem, ale mnie nie znasz więc proszę nie oceniaj mnie – powiedział to tak poważnie że nie wierzyłam że to ten sam komiczny Justin co w Internecie. – Alex – zwrócił się do mnie – możemy pogadać? –Impulsywnie wstałam i wyszłam do salonu, chociaż wcale nie chciałam.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Spytałam siadając na kanapie
- Chciałem tylko przeprosić – powiedział siadając naprzeciwko mnie na stoliku od telewizora
 -Za, co? – Spytałam zdziwiona
- Za moje zachowanie, za to, że cie ignorowałem i w ogóle … słyszałem twoją rozmowę z Noemi – dodał ciszej, nie przyszło mi do głowy, że będzie mnie za to przepraszać, ale, zrobiło mi się miło. A co do rozmowy z Noemi, też mnie trochę temat zastanawiał.
-Ile słyszałeś?-
-Dużo, ale to chyba nic złego – uśmiechnął się uroczo – dobrze, ja się już będę zbierał, sprawdziłem w Internecie adres hotelu gdzie jest ekipa, tak, że ten – powiedział i ruszył do drzwi
Zauważyłam ze przebrał się w ciuchy, których przyszedł, ale zastanawiało mnie jedno.
-Justin jak chcesz wrócić? – Krzyknęłam za nim
-Na piechotę? – Spytał dziwnie na mnie patrząc
-Znasz okolice? Wiesz gdzie to jest? – Znałam odpowiedzi na te pytania i na oba by brzmiały „nie”, ale on chyba nie do końca był tego świadomy.
Pokręcił głową – eh masz rację – powiedział i odwiesił bluzę powrotem na wieszak
-Ubieraj się, zawiozę cię – rzuciłam do niego i wyszłam z domu, bo byłam już ubrana.
Poszłam do samochodu a Justin zaraz mnie dogonił i usiadł obok mnie, na miejscu pasażera
-To, podaj adres – rozkazałam a on natychmiast wykonał moje polecenie, ze zdziwienia aż otworzyłam buzię, miejsce, które podał było oddalone od naszego domku dobre 4 godziny drogi autem, a co dopiero na piechotę, zaraz uświadomiłam Justina w tym fakcie a ten się tylko niewinnie uśmiechnął.
*
Już, przez co najmniej trzy godziny jechaliśmy w milczeniu, a ja robiłam się coraz bardziej zła. Mój problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, co jest źródłem złości.
Justin? Ja? Noemi? To, że go wtedy nie pocałowałam? Nie wiem, równie dobrze może to być wina idealnie gładkiej drogi, którą jedziemy.
-Masz dziewczynę? –Wypaliłam z nienacka przerywając tym samym ciszę i powodując, że twarz Justina wygięła się w coś, co ciężko nazwać, ale było tej minie bliżej do grymasu obrzydzenia niż uśmiechu
-Myślisz, że jakbym miał dziewczynę to bym cię wtedy w salonie pocałował? – Spojrzał na mnie dziwnie
-Myślę, że jak byś jej nie miał to pocałowałbyś mnie na polanie – to go zgasiło, jednak nie na długo, bo na jego twarzy zagościł szarmancki uśmieszek, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________
Przepraszam że tak długo ale powiem że 7 mam już napisany w zeszycie tylko że muszę przepisać na komputer :/ i nie było by problemu, gdyby nie to że mam szlaban ;p się nabroiło xD. Bardzo was proszę o komentowanie, bo nie wiem czy mam to dalej ciągnąć czy zostawić :/ polecajcie znajomym czy coś, na pewno komuś się spodoba...prawda?