niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział5

-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.

_________________________________________________
Szliśmy jeszcze około dziesięciu minut. Weszliśmy do lasu, czasem chodziłam tam na grzyby z dziadkiem albo z babcią, zrywać kwiatki na wianki. Jednak nigdy nie chodziliśmy głębiej w las. Podobno mieszka w tych lasach jakiś potwór, a przynajmniej tak mi próbowali wmówić dziadkowie. Zawsze strasznie się śmiałam słysząc takie opowieści. Justin ciągnął mnie w głąb lasu. Na dworze nie było jeszcze jasno, więc jak weszliśmy pod drzewa zrobiło się zupełnie ciemno, widziałam tylko nie wyraźne zarysy sylwetki Biebsa. Przez trochę się bałam, ale szłam a wręcz biegłam za Justinem. W końcu wyszliśmy z pod klosza z gałęzi, moim oczom ukazał się przepiękny widok, z wrażenia chyba otworzyła mi się lekko buzia. Staliśmy na polanie, nie była duża, z trzech stron otoczona gęstym mieszanym lasem a na przeciwko nas kończyła się stromym klifem od strony wschodu. Podeszliśmy bliżej, staliśmy na środku polany, i patrzeliśmy na widoki.
Justin usiadł, poczułam że ciągnie mnie za rękę bym tez usiadła. Dołączyłam do niego, podkuliłam nogi pod brodę i siedziałam, Biebs przyjął podobną pozycję do mojej, siedzieliśmy tak już ponad 20 minut, a mi zaczęło się robić zimno, a nawet bardzo zimno, zaczęłam "dygotać". Spojrzałam na Jusa a on na mnie.
-Masz fioletowe usta - wyszeptał,  ja nic nie odpowiedziałam. On też już nic nie mówił, złapał mnie w pasie,przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. On się położył, a ja na nim. Głowy dalej mieliśmy zwrócone w stronę słońca, właśnie wschodziło. Widok był niesamowity. Usiadłam, Justin poszedł w moje ślady. Było...było bosko...było... nie do opisania.
-I co? Opłacało się zaufać? - spytał patrząc na mnie.
Obróciłam się w jego stronę, i tylko uśmiechnęłam. Oparłam się na rękach i wpatrzyłam w słońce.
-Piękne widoki, co nie? - powiedziałam mrużąc oczy i obracając w stronę Justina.
-Mhm- wymruczał i wtulił się we mnie od tyłu - wracamy?- spytał szeptem.
-Taaak.  szybko wstaliśmy, odwróciłam się i już ruszyłam w drogę powrotną, ale Justin złapał mnie w tali i obrócił.
-Jeszcze jedno - szepnął i się uśmiechnął.
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
_________________________________
Sorry za moją nadmierną beznadziejność :/ liczę na komentarze :)
-

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 4

-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.

_____________________________________________________________________

-Karton!-
-Nogawka!-
-Abażur!-
-Rolki!-
-Iguana!-
-Apatia!-
-Atak!-
-Kormoran!-
-Krzak!-
-Ej! To nie na "N"!- krzyknęłam - przegrałeś - dodałam i wywaliłam język.- Graliśmy w tę dziwną grę żeby mówić jakiś wyraz zaczynający się na ostatnią literę poprzedniego.
-Hej, nie martw się, następnym razem będzie lepiej - zaczął mnie pocieszać Justin
-Justin, czemu mnie pocieszasz? To ty przegrałeś -zaczęłam się cicho śmiać
-Wiem, ale ty byś tego nie powiedziała, a ktoś musiał - powiedział z udawanym smutkiem. Nie myśląc, przytuliłam go.
-Lepiej? - spytałam
-Może...troszeczkę - odpowiedział a minka smutnego psiaka nie schodziła z jego twarzy. Pocałowałam go w policzek.
-A teraz? - spytałam
-lepiej - powiedział ale jakoś dziwnie, postanowiłam się jeszcze trochę tak pobawić
-w usta - powiedział głosem przedszkolaka który chce lizaka od mamy
-no chyba nie - powiedziałam od razu.
On się odwrócił i mnie cmoknął w usta, po czym wstał. Nie no co się stało? Ja nawet nie zdążyłam zareagować. Czyjaś ręka wsunęła mi się na pole widzenia, którym akurat był dywan. Ręka Justina, chciał mi pomóc wstać. Złapałam za rękę a ten mnie podciągnął do góry także stanęłam na nogi. Nie puścił mnie, przyciągnął do siebie i znów pocałował, tylko dłużej. Na chwilę odpłynęłam, bosko całował. Opamiętałam się i wróciłam na ziemię, odepchnęłam chłopaka i ruszyłam do kuchni. Odwróciłam jeszcze głowę przez ramię i sobaczyłam Mr.Biebera, siedzącego na kanapie i dosłownie pożerającego mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do kuchni.
Justin jest u mnie krótko ale bardzo go polubiłam, wręcz zaprzyjaźniliśmy się. I  jak go nigdy nie lubiłam, to teraz nawet nie wiem za co, wszystkie plotki na jego temat, to nie prawda. Opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i o wszystkich wcześniejszych miłościach.Miał bardzo trudne dzieciństwo. Myślałam tak tkwiąc z głową w lodówce i tępo patrząc się na jedzenie. Maczałam głową "na otrząśniecie" i szczerze nie przewidywałam że na drodze lotu mojej głowy znajdzie się ściana od lodówki. No cóż nikt nie jest wszech wiedzący... Jęknęłam cicho i wyjęłam białe Frugo z lodówki i ciastko z pojemnika obok lodówki.
Wychodząc z kuchni minęłam w drzwiach Justina, szybkim ruchem wyrwał mi ciastko z ręki i włożył do buzi
-Ej! - krzyknęłam oburzona - chciałam to zjeść, wiesz?! -
-Wiem - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechem więc dało się słyszeć coś w stylu "Eblem".
Przełknął.
- Nie jedz tyle bo utyjesz! - klepnął mnie po brzuchu i wyszedł z kuchni.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią, w końcu zamknęłam ją  i uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z kuchni.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam sączyć frugo. Po chwili przyszedł Justin, prawdopodobnie wrócił z toalety, usiadł na oparciu fotela.
-Wiesz która godzina? - spytał patrząc na mnie
-Mhmmm-powiedziałam wyciągając telefon ze spodni-...czwarta rano?!-sama się zdziwiłam - Nie spaliśmy całą noc? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Widocznie...- powiedział jakby zamyślony, wgapiony w firanki w oknie. Szybko wstał i podszedł do okna, odsłonił firanki, widok który zobaczył widocznie go ucieszył.Tyko nie wiem czemu, ciemne niebo, a na wschodzie delikatna różowa łuna słońca które dopiero zaczyna wschodzić.
-Idź się przebierz! - zarządził uradowany.
-Po...?- zaczęłam
-Oj idź - powiedział i zaczął mnie popychać w stronę schodów, niechętnie ale poszłam - Tylko ciepło...i szybko! - usłyszałam krzyk Justina jak byłam w połowie schodów. mruknęłam coś w stylu "dobsz" i poszłam w miarę szybkim krokiem do pokoju. Pogrzebałam trochę, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i ubrałam w to strzeliłam szybki makijaż i zeszłam do Justina ubranego mniej więcej tak.
-Twój dziadek ma fajne ubrania - usłyszałam podchodząc do Justina
-Jasne Justin, możesz je sobie pożyczyć, nie ma problemu...- zaczęłam machać ręką, i musiało to komicznie wyglądać.
-Oj tam - też machnął ręką - chodź! - złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Szliśmy wąską drogą, pomiędzy wysokimi trawami, Justin mnie ciągnął za nim za rękę, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że on nie zna okolic i nie będzie wiedział jak wrócić. Zatrzymałam się, poczułam szarpnięcie za rękę, ale się nie ruszyłam, Justin się odwrócił i spojrzał na mnie pytająco.
-Wiesz gdzie idziemy? - spytałam uważnie
-Nie - od powiedział a na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech
-I co cie tak cieszy?- spytałam trochę bezczelnie
-Bo...mam przeczucie! - powiedział uradowany - chodź! - powiedział i pociągnął mnie za rękę, jednak ja się nie ruszyłam. Spojrzał na mnie z miną dziecka które chce iść na zjeżdżalnie,a nie mama mu zakazuje. -No co jest? -spytał dziwnie
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
____________________________________
Ygh - mi się nie podoba, ale mam nadzieje że wam może przypadnie do gustu, przepraszam że taki krótki ale cóż - w kółko szkoła - dom - lekcje - szkoła - dom -lekcje i jeszcze mam treningi Kung - Fu (wyjątkowo damski sport XD)
Do następnego - chyba  że nie chcecie piątego... :)

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 3 cz II

Emi szybko wyszła z domu, a ja wróciłam do Justina, do salonu i usadłam na drugim końcu kanapy, uważnie mu się przyglądając. Widocznie to zauważył bo spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co jest?- rzucił
-Patrzę- powiedziałam odwracając głowę
-mhm.... a w ogóle to już możesz mówić mi Justin- powiedział. Ja tylko na niego spojrzałam z kpiną w oczach i prychnełam
-No co? - spytał
-I czy to nie ty przed chwilą powiedziałeś że "Nie jesteś rozpieszczoną gwiazdeczką"? Tylko NORMALNYM chłopakiem - położyłam dość duży nacisk na to zdanie
-No, ja i? - boże on jest taki głupi czy udaje? On chyba naprawdę nie wie że normalny chłopak, nie każe do siebie mówić "Per" . Jednak zdałam sobie sprawę że nasze pojęcia "normalności mogą się trochę różnić.
Nie mówiłam nic dalej tylko się na niego patrzyłam. Nie wyglądał dobrze. Grzywka opadała mu niezdarnie na czoło, twarz miała kolor brudnego papieru, oczy zaczerwienione i pozbawione wyrazu, a pod nimi wielkie wory.
-Możesz przestać? - spytał lekko podirytowany, ale chyba nie tym że na niego patrzę tylko stanem swojego telefonu, który obracał w rękach co chwila to rozmontowując to składając.
Pokręciłam przecząco głową a on wstał z kanapy.
-a powiesz mi co ze mną nie tak że mi się ta przyglądasz? - spojrzał na mnie
-Idź do łazienki, popatrz w lustro i...przebierz się - powiedziałam głosem jak do psa
-Co? Po...? -Zorientował się że jego ubranie nadal jest mokre, ruszył do łazienki, po drodze jeszcze spojrzał na kanapę. Miejsce na którym siedział było całe mokre, a tam gdzie leżał zostały tylko połowicznie wyschnięte plamy. Wyglądał na trochę zakłopotanego tym dziwnie zabawnym widokiem. Odwrócił jednak szybko wzrok i przeniósł go na mnie
-Czy twój dziadek ma jakieś ubrania...? -nie dokończył bo ja od razu pobiegłam na górę. Mój dziadek, on chciał kiedyś zostać gwiazdą, i nadal o tym marzy, kupuje sobie różna rzeczy dla młodzieży, ubiera się w nie, i spaceruje po domu lub ogrodzie śpiewając. był w miarę wzrostu Biebsa, i gruby też nie był. A gust mi się wydawał podobny, mój dziadek ma 57 lat ale wygląda dość młodo, powiem (w sekrecie) że czasami podbiera różne kosmetyki babci, na zmarszczki.
Przyniosłam Bieberowi ubranie na dół, a on szybko się przebrał. Włosy łożył z powrotem pomagając sobie żelem dziadka. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
-Strasz....szzzznie zi...zi...zimno tu macie - powiedział dygocząc z zimna. Dziwne... Bez słowa wstałam i poszłam zobaczyć temperaturę na termostacie. Pokazywał 23 stopnie. Mi było gorąco a siedziałam w tym Czemu nie w piżamie? Nie wiem, poprostu nie chciało mi się iść przebrać, ani spać. Była już...4 rano?! Jak ten czas szybko leci pomyślałam. Wyciągnęłam puchaty gruby koc i podałam Justinowi, a on się w nim "zakokonił" .
-Obejrzymy jakiś film? - zapytałam
-Ok - zgodził się i kichnął
-na zdrowie - powiedziałam i się uśmiechnęłam - to co oglądamy?- spytałam otwierając szufladę wypełnioną filmami. On widocznie nie chciał się ruszać, wychylił się na tyle by nie spaść z kanapy.
-ten- powiedział machając głową. Ja zdezorientowana spojrzałam na szufladę, wszystkie pudełka były od góry czarne, ustawione jeden koło i za drugim, jednym słowem: wszystkie wyglądały tak samo
-hę?- spytałam patrząc na niego
-no ten 3 od końca - powiedział z zarzenowniem
-a no jasne - powiedziałam nie pewnie, nie lubię horrorów, bo potem nie mogę spać. Ale nie odmówiłam, włączyłam film o nazwie "Rzeźnia III".
Usiadłam koło Justina i film się zaczął, nie przyjemne odgłosy kojenia ciał przez głównych bohaterów, co jakiś czas zagłuszał dźwięk kichanie i "flikania" Justina.
Był moment w którym główny bohater, zakradł się do śpiącej dziewczyny, odciął jej głowę i zaczął zjadać wnętrzności. Nie zrobiło mi się nie dobrze choć było to wyjątkowo  obrzydliwe. Ale ma taki nawyk że ja zobaczę coś takiego to stawiam się na miejscu ofiary i sama się straszę. Odruchowo wtuliłam się w Justina.
On chyba był lekko zdziwiony, ale poczuł że jestem cała roztrzęsiona, nic nie powiedział tylko mnie objął i przytulił mnie mocniej. Poczułam się bezpiecznie, ale go nie puściłam, nie chciałam, udałam zatem że śpię. Wiem że to było głupie z mojej strony, ale ja po prostu nie chciałam  go puszczać.
-Śpij piękna - usłyszałam szept Justina, i poczułam jak całuję mnie w czubek głowy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, i choć próbowałam nie potrafiłam się pozbyć tego banana z twarzy. On to zauważym
-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
________________________
Heh część 2 od 3 rozdziału, bo był krótki, mam nadzieje że się podoba :* liczę na komentarze :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 3

Z moich myśli wyrwał mnie głos Emi.
-Obudził się! Al! - nie ważne że siedziałam od niej jakieś 4 metry, ona i tak darła się an całą wieś.

____________________________________________________
Podeszłam do Justina, i trochę nim potrząsnęłam.
-Justin? Justin słyszysz mnie? - spytałam się piosenkarza
-Ew, mamo? Mam...wakacje...ebb- wymruczał Justin. Na co my zaczęłyśmy się śmiać. Justin gwałtowanie otworzył oczy i przeturlał się na bok, co za skutkowało tym że skończył na podłodze. -Co jest! - krzyknął szybko wstając i stając jeszcze na ugiętych kolanach, rozkładając ręce na boki. -Co ja tu robię?- Kim jesteście? O nieeee, znów mnie fanki porwały? -powiedział i usiadł
-Hej Justin... -zaczęłam ale mi przerwał
-Dla świrniętych, porywających mnie fanek, Panie Bieber - powiedział, a ja wywróciłam oczmi
-Okey, panie Bieber, nikt z tu obecnych nie jest pana świrniętym fanem! Przyszedł tu pan wieczorem, cały przemoczony, a jak otworzyłam drzwi to najzwyczajniej pan zemdlał.
-Aham - powiedział, pewnie dlatego nic nie pamiętam- powiedział i się zamyślił - przepraszam - powiedział po chwili - ja już, już pójdę - powiedział wstając i poszedł w stronę drzwi.
-Hej! -zawołałam za nim a on się odwrócił - gdzie idziesz, chyba nie masz samochodu, twój IPhon jest przemoczony, z ciuchów dalej leci ci woda, a godzina jest - spojrzałam na zegarek - druga rano. Zawrócił i popatrzył na mnie.
-Racja, ale co mam niby zrobić,nie znam miasta, nie wiem nawet gdzie mieszkam, nie mam jak zadzwonić, a nie chcę wam robić problemów, zwłaszcza że was nawet nie znam - powiedział trochę zażenowany.
-E tam! - machnęłam ręką - Więc tak: Ja jestem Alex, a to Noemi - pokazałam na Em - to jest dom moich dziadków, na co dzień mieszkamy w Kanadzie, a przeprowadziliśmy się z Polski, i to chyba wszystko o nas. - uśmiechnęłam się do chłopaka
-mhm... to teraz ja! - również się uśmiechnął - nazywam się Justin, jestem piosenkarzem, nienawidzę  gdy ludzie odnoszą się do mnie jak do rozpieszczonej gwiazdy, jestem zwykłym chłopakiem, więc lubię ludzi którzy to widzą, mieszkam w Kanadzie, przyjechałem tu na wakacje, i się zgubiłem - uśmiechnął się głupkowato, złapał za brzuch i zrobił skwaszoną minę, po czym chwiejnym krokiem, zajęty w pół - chyba zapomniałem coś powiedzieć, jak się wczoraj zgubiliśmy, to chyba jechaliśmy do szpitala.
-Poczekaj - powiedziałam i pobiegłam do kuchni. Babcia, jak to na babcie przystało, przewidziała wszystko i zostawiła mi w domu, garnek wywaru na, no generalnie na wszystko.
Podgrzałam tego trochę i zaniosłam w kubku Justinowi.
-Niech pan wypije - powiedziałam podając mu kubek. On nic nie mówiąc wypił to co było w środku, robiąc komiczną minę.
-Fuuuuuuu - powiedział odstawiając kubek na stolik.
-Może i "fuuuuuu" ale pomaga - powiedziałam dość poważnie zabierając naczynie.
-Al! Ja muszę na chwilę pojechać na lotnisko, mama przyjechała, mogę pożyczyć wózek?- powiedziała otwierając drzwi do kuchni
Nic nie powiedziałam tylko rzuciłam w nią kluczykami z szafki
_________________________________-
Przepraszam że tak krótko ale strasznie się spiesyłam  :) mam nadzieje że wybaczycie