piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 4

-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.

_____________________________________________________________________

-Karton!-
-Nogawka!-
-Abażur!-
-Rolki!-
-Iguana!-
-Apatia!-
-Atak!-
-Kormoran!-
-Krzak!-
-Ej! To nie na "N"!- krzyknęłam - przegrałeś - dodałam i wywaliłam język.- Graliśmy w tę dziwną grę żeby mówić jakiś wyraz zaczynający się na ostatnią literę poprzedniego.
-Hej, nie martw się, następnym razem będzie lepiej - zaczął mnie pocieszać Justin
-Justin, czemu mnie pocieszasz? To ty przegrałeś -zaczęłam się cicho śmiać
-Wiem, ale ty byś tego nie powiedziała, a ktoś musiał - powiedział z udawanym smutkiem. Nie myśląc, przytuliłam go.
-Lepiej? - spytałam
-Może...troszeczkę - odpowiedział a minka smutnego psiaka nie schodziła z jego twarzy. Pocałowałam go w policzek.
-A teraz? - spytałam
-lepiej - powiedział ale jakoś dziwnie, postanowiłam się jeszcze trochę tak pobawić
-w usta - powiedział głosem przedszkolaka który chce lizaka od mamy
-no chyba nie - powiedziałam od razu.
On się odwrócił i mnie cmoknął w usta, po czym wstał. Nie no co się stało? Ja nawet nie zdążyłam zareagować. Czyjaś ręka wsunęła mi się na pole widzenia, którym akurat był dywan. Ręka Justina, chciał mi pomóc wstać. Złapałam za rękę a ten mnie podciągnął do góry także stanęłam na nogi. Nie puścił mnie, przyciągnął do siebie i znów pocałował, tylko dłużej. Na chwilę odpłynęłam, bosko całował. Opamiętałam się i wróciłam na ziemię, odepchnęłam chłopaka i ruszyłam do kuchni. Odwróciłam jeszcze głowę przez ramię i sobaczyłam Mr.Biebera, siedzącego na kanapie i dosłownie pożerającego mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do kuchni.
Justin jest u mnie krótko ale bardzo go polubiłam, wręcz zaprzyjaźniliśmy się. I  jak go nigdy nie lubiłam, to teraz nawet nie wiem za co, wszystkie plotki na jego temat, to nie prawda. Opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i o wszystkich wcześniejszych miłościach.Miał bardzo trudne dzieciństwo. Myślałam tak tkwiąc z głową w lodówce i tępo patrząc się na jedzenie. Maczałam głową "na otrząśniecie" i szczerze nie przewidywałam że na drodze lotu mojej głowy znajdzie się ściana od lodówki. No cóż nikt nie jest wszech wiedzący... Jęknęłam cicho i wyjęłam białe Frugo z lodówki i ciastko z pojemnika obok lodówki.
Wychodząc z kuchni minęłam w drzwiach Justina, szybkim ruchem wyrwał mi ciastko z ręki i włożył do buzi
-Ej! - krzyknęłam oburzona - chciałam to zjeść, wiesz?! -
-Wiem - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechem więc dało się słyszeć coś w stylu "Eblem".
Przełknął.
- Nie jedz tyle bo utyjesz! - klepnął mnie po brzuchu i wyszedł z kuchni.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią, w końcu zamknęłam ją  i uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z kuchni.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam sączyć frugo. Po chwili przyszedł Justin, prawdopodobnie wrócił z toalety, usiadł na oparciu fotela.
-Wiesz która godzina? - spytał patrząc na mnie
-Mhmmm-powiedziałam wyciągając telefon ze spodni-...czwarta rano?!-sama się zdziwiłam - Nie spaliśmy całą noc? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Widocznie...- powiedział jakby zamyślony, wgapiony w firanki w oknie. Szybko wstał i podszedł do okna, odsłonił firanki, widok który zobaczył widocznie go ucieszył.Tyko nie wiem czemu, ciemne niebo, a na wschodzie delikatna różowa łuna słońca które dopiero zaczyna wschodzić.
-Idź się przebierz! - zarządził uradowany.
-Po...?- zaczęłam
-Oj idź - powiedział i zaczął mnie popychać w stronę schodów, niechętnie ale poszłam - Tylko ciepło...i szybko! - usłyszałam krzyk Justina jak byłam w połowie schodów. mruknęłam coś w stylu "dobsz" i poszłam w miarę szybkim krokiem do pokoju. Pogrzebałam trochę, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i ubrałam w to strzeliłam szybki makijaż i zeszłam do Justina ubranego mniej więcej tak.
-Twój dziadek ma fajne ubrania - usłyszałam podchodząc do Justina
-Jasne Justin, możesz je sobie pożyczyć, nie ma problemu...- zaczęłam machać ręką, i musiało to komicznie wyglądać.
-Oj tam - też machnął ręką - chodź! - złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Szliśmy wąską drogą, pomiędzy wysokimi trawami, Justin mnie ciągnął za nim za rękę, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że on nie zna okolic i nie będzie wiedział jak wrócić. Zatrzymałam się, poczułam szarpnięcie za rękę, ale się nie ruszyłam, Justin się odwrócił i spojrzał na mnie pytająco.
-Wiesz gdzie idziemy? - spytałam uważnie
-Nie - od powiedział a na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech
-I co cie tak cieszy?- spytałam trochę bezczelnie
-Bo...mam przeczucie! - powiedział uradowany - chodź! - powiedział i pociągnął mnie za rękę, jednak ja się nie ruszyłam. Spojrzał na mnie z miną dziecka które chce iść na zjeżdżalnie,a nie mama mu zakazuje. -No co jest? -spytał dziwnie
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
____________________________________
Ygh - mi się nie podoba, ale mam nadzieje że wam może przypadnie do gustu, przepraszam że taki krótki ale cóż - w kółko szkoła - dom - lekcje - szkoła - dom -lekcje i jeszcze mam treningi Kung - Fu (wyjątkowo damski sport XD)
Do następnego - chyba  że nie chcecie piątego... :)

2 komentarze: