sobota, 4 maja 2013

Rozdział 8

Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, żebym miała w czym spać. Każdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
____________________________________________________________________

    Poczułam lekki wietrzyk, przez który zmroziło mi nogi. Delikatnie uchyliłam powieki i popatrzyłam przed siebie. W pokoju panował półmrok, a wiatr wiał z otwartego balkonu.
Mój wzrok skupił się na czarnej bezkształtnej masie – kołdrze – spadła. Szybko nogami ją podniosłam i z powrotem się przykryłam. Obróciłam się na bok, Justina obok nie było. Za to znad przeciwległej krawędzi łóżka wystawała dłoń z rozłożonymi palcami. Od razu skojarzyłam ją z tymi wszystkimi potworami z horrorów które wychodzą spod łóżek, ale byłam zbyt zmęczona żeby   się tym martwić. Na powrót zasnęłam.


    Ponownie otworzyłam oczy. Tym razem było nieprzyjemnie jasno. W ramach protestu przed   rażącym słońcem naciągnęłam sobie kołdrę na głowę.
- Nie, nie księżniczko, wstajemy – usłyszałam głos Justina.
- Nieeee – jęknęłam. No i tyle było z mojego protestu, Justin zerwał ze mnie kołdrę, wcześniej leżałam tak że swoim ciałem przygniatałam połowę kołdry, więc jak Justin za nią pociągnął, wykonałam nie zgrabny obrót i stoczyłam się na bliskie spotkanie z podłogą.
- Pojebało?! - krzyknęłam wstając z podłogi
- Oj Al, nie ładnie to tak krzyczeć na kogoś do kogo się całą noc tuliłam -  powiedział kręcąc głową
- Tuliło? - spytałam udając obrzydzenie
- mhmm i wiele, wieele więcej -
- Yyy...wiele więcej?
- Serio nic nie pamiętasz? Nic a nic – pokręciłam przecząco głową – to może to skojarzysz – powiedział i udając damski głos zaczął jęczeć: „Justin” „Ach Justinku” „Ja cię tak bardzo kocham”
Poczułam że się czerwienie, mama mi czasem mówiła że gadam przez sen, ale żeby tak się skompromitować??
Kiedy znów skupiłam uwagę na Justinie, zobaczyłam go w dziwnej pozycji rozpłodowej.
I czy on mi próbował wmówić że ja tak właśnie robiłam? Jeszcze jeden szczegół, przecież kiedy się obudziłam (w środku nocy) Justin leżał na podłodze. Nie zastanawiając się więcej wzięłam poduszkę i przywaliłam wstającemu z łóżka Justinowi.
- A to za co? - powiedział oburzony
- Nikt ci nie mówił że dziewczynek się nie oszukuję – uśmiechnął się głupkowato
- A tobie że z Justinem Bieberem nie zaczyna wojny – za nim zareagowałam oberwałam poduszką, oddałam mu, a on mi,i tak w kółko z naszych puchatych poduszek zaczęły wylatywać pierza.
Cofając się przed uderzeniami Justina w końcu doszłam do ściany. Odrzucił swoją poduszkę i to samo zrobił z moją. Swoje dłonie oparł o ścianę po obu stronach mojej głowy i spojrzał mi głęboko w oczy, a ja znów poczułam że się czerwienie.
- słodko wyglądasz gdy się rumienisz –
staliśmy tak chwilę w milczeniu, a on bardzo uważnie mi się przyglądał
- co robisz? -spytałam się w końcu widząc jak się uśmiecha, zaczyna bawić się moimi włosami i dalej mi się przygląda
- Sam nie wiem – powiedział dużo ciszej, zbliżył się jeszcze trochę i musnął moje usta, nie widząc sprzeciwu pocałował mnie znowu, tym razem dłużej. Odepchnęłam go delikatnie, żeby nie poczuł się odrzucony.
- Idź ty – uśmiechnęłam się i zabierając moje wczorajsze ciuchy poszłam do łazienki. Tak szczerze mówiąc ani trochę nie przeszkadzało mi jak Bieber mnie całuje, no może po  za tym że znamy się krótko i nic między nami nie ma. Uśmiechnęłam się do siebie, zamykając drzwi od łazienki. Spojrzałam w lustro i omało nie krzyknęłam z przerażenia, wyglądałam koszmarnie! Szybko odkręciłam wodę i obmyłam nią twarz co mnie trochę orzeźwiło. Weszłam pod prysznic i umyłam się hotelowymi mydełkami. Po wyjściu opłukałam jeszcze usta wodą, bo nie miałam ze sobą szczoteczki do zębów. Ubrałam się szybko, podsuszyłam włosy i związałam w niechlujnego koka. Gdy wyszłam zastałam już ubranego Justina siedzącego na łóżku. Czy on "grzebał" mi właśnie w telefonie?
-Justin?- spytałam jak gdyby nigdy nic
-Tak?- spytał nie odwracając wzroku od telefonu.
-CZEMU DO CHOLERY GRZEBIESZ MI W TELEFONIE?!!- wydarłam się na niego.
-yyy..a bo sprawdzałem godzinę?-uśmiechnął się głupkowato. Wywróciłam oczami i zabrałam mu urządzenie z ręki. Usiadłam na łużku koło Justina i napisałam do Noemi żeby się nie martwiła.
-Śniadanie!- usłyszeliśmy zza drzwi. Justin wstał i otworzył, do pokoju wiechał wózek ze śniadaniem, pchany przez pokojówkę -proszę i życzę smacznego - dygneła lekko i wyszła.
-mmmm, naleśniki - powiedział zdejmując jedną z przykrywek. Pod drugą jak się później okazało był wyśmienity krem brulee, a obok dwa kubki z gorącą herbatą. Dosłownie parę sekund p tym gdy oboje odłożyliśmy widelce do pokoju weszła Patti.
-Hej młodzi, przyszłam się tylko pożegnać - no tak, zaraz mieliśmy wracać do domku moich dziadków. - Za ile dokładnie jedziecie?- spojrzała na nas pytająco
-za jakieś 10 minut - odpowiedział jej Justin i zaraz potem ją przytulił - nie martw się nic się nam nie stanie.
-tak, tak wiem synku - dała mu buziaka w policzek i podeszła do mnie, mnie również przytuliła i pocałowała - zajmij się nim, jest jak pięciolatek - szepnęła mi na ucho a potem wymownie spojrzała na syna. - To ja już lecę, pa pa.
-pa pa - powiedzieliśmy już zamkniętym drzwiom i lekko się zaśmieliśmy.
-Chodź Alex, my też już powinniśmy wychodzić.
 -Dobrze, dobrze - wzięłam od niego jedną z jego dwóch walizek i skierowałam się do windy, a on za mną.
Przez całą drogę rozmawialiśmy a w zasadzie kłóciliśmy się o to czy jednorożce są przyjazne czy nie. Justin twierdził że konie z różowym rogiem, pokazywane w bajkach dla dzieci nie mogą być groźne. Natomiast ja że róg to broń, a same jednorożce to krwiopijcze potwory, dla których najlepszym pożywieniem są ludzie. I tak rozmawiając na ten bardzo mądry temat dojechaliśmy pod dom moich dziadków. 
__________________

Przepraszam że nudny, że bez sensu i że długo czekaliście  ale następny będzie szybciej!

@FrytaKras -zbieram na TT followy ;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz