Przez całą drogę rozmawialiśmy a w zasadzie kłóciliśmy się o to czy
jednorożce są przyjazne czy nie. Justin twierdził że konie z różowym rogiem, pokazywane w bajkach dla dzieci nie mogą być groźne. Natomiast
ja że róg to broń, a same jednorożce to krwiopijcze potwory, dla których
najlepszym pożywieniem są ludzie. I tak rozmawiając na ten bardzo mądry
temat dojechaliśmy pod dom moich dziadków.
____________________________________
Już z daleka zobaczyłam wielki samochód babci na podjeździe, tylko dlaczego byli tu, przecież powinni być na Florydzie.
-Poczekaj tu, zaraz wrócę - zwróciłam się do Justina a sama wyszłam z samochodu i udałam się do domu.
-Noemi? Babciu? Dziadku? - krzyknęłam od progu ale nikt mi nie odpowiedział. Przeszłam do salonu i zobaczyłam dziadka zbiegającego ze schodów.
-Alex, słońce, na miłość Boską nie krzycz - przytulił mnie na powitanie - obawiam się, że mam złe wieści, będziecie musiały stąd wyjechać, najlepiej wracajcie do Kanady.
-Co? Ale dlaczego? - przerwałam mu w połowie zdania.
-Babcia jest chora, złapała coś na tej przeklętej Florydzie. A wiesz jaka ona jest, jak bardzo nie lubi szpitali i tego wszystkiego, leży na gorze, przyczepiona do kroplówki, przez większą część dnia śpi i..
-Ale dalej nie rozumiem czemu mamy wyjeżdżać - znowu przerwałam mu w połowie.
-Może babcia ci to wyjaśni bo chyba jeszcze nie śpi - nie wiem czy coś jeszcze mówił, czy skończył, pobiegłam na górę tak szybko że dwa razy o mało co się nie wywróciłam. Zatrzymałam się przed uchylonymi drzwiami i tylko przez moment zawahałam się, weszłam.
Babcia leżała na łóżku, przyczepiona do kroplówki, tak jak mówił dziadek, była wychudzona i blada jak ściana. Na jej widok poczułam coś nieprzyjemnego, ale ciężko stwierdzić czy to ukłucie smutku czy odruchy wymiotne, przełknęłam ślinę i podeszłam do łóżka.
-Hej babciu - szepnęłam -jak się trzymasz?
-Hej słonko - wychrypiała z wielkim wysiłkiem - nie jest najgorzej, dziadek dramatyzuje - próbowała się zaśmiać ale zabrzmiało to trochę jak warkot starego dizla.
-Powiedział że muszę z Noemi wyjechać, czy to prawda? - widać było, że jej i tak już kiepsko wyglądająca twarz posmutniała.
-Tak słońce, musicie wyjechać, dziadek się mną zajmie.
-Ale czemu? My też chcemy pomóc... - chciałam coś jeszcze powiedzieć ale babcia mi przerwała.
-Nie, macie wakacje i nie chcę żebyście się mną martwiły, zaraz mi się poprawi, zobaczysz, a teraz idź pomóż Noemi w pakowaniu waszych rzeczy, i może w końcu wpuścisz tego młodzieńca pod domem do środka - uśmiechnęła się i puściła do mnie oczko, również się uśmiechnęłam i bez słowa wyszłam. Skąd ona wiedziała że pod domem czeka Justin? Zastanawiałam się schodząc po schodach, poszłam otworzyć Justinowi i po krótce wszystko mu wyjaśniłam, nie wydawał się smutny po wiadomości że ja i Em wracamy do Kanady, powiedział że sam chętnie tam wróci, a gdy mu powiedziałam o dziwnym zachowaniu babci uśmiechnął się trochę i poszedł z nią porozmawiać a ja poszłam na górę do Noemi. Około 16 miałyśmy wszystko spakowane. Dziwne było tylko to że Justin dalej siedział u mojej babci postanowiłam iść sprawdzić czy nic się nie stało, stojąc pod drzwiami usłyszałam urywki rozmowy, wiem że to nieładnie podsłuchiwać ale nie mogłam się powstrzymać. Przyłożyłam ucho do drzwi i słuchałam:
" - I myślisz March że to się uda? - spytał Justin - ja się boję.
-spokojnie Justin, ona prędzej czy później się dowie, zwłaszcza że macie spędzać ze sobą dużo czasu, tylko jak już to załatwisz, pamiętaj, nigdy nie mów jej o moim sekrecie, weź klucz i 13 kwietnia za rok wiesz gdzie masz iść.
-Wiem March i nie zawiodę cię tym razem, obiecuję, muszę już iść zaraz wyjeżdżamy.
-Dobrze, tylko bądź ostrożny
-Zawsze.
-Alex! Możesz już przestać podsłuchiwać, skończyliśmy! - krzyknęła moja babcia zza drzwi."
No ładnie, a skąd ona wiedziała że tu jestem? Co ma się Justinowi udać? O czym ma komuś nie mówić? Co to za klucz? I o co chodzi z tą datą? Dlaczego on do niej mówi po imieniu? Użył zwrotu "March i nie zawiodę cię TYM RAZEM" czyli że znał moją babcię wcześniej? To wszystko było dziwne i skomplikowane, postanowiłam nie przejmować się tym teraz.
Drzwi od pokoju babci się otworzyły i wyszedł Justin
- To rodzice cie nie nauczyli, że nie wolno podsłuchiwać? Jak wrócimy do Kanady to im wszystko wyśpiewam! - nie zdążyłam mu wyjaśnić że pośpiewa sobie najwyżej do nagrobków, bo Justin złapał mnie w pasie i zarzucił mnie na ramię.
-Głupku puszczaj!
-A magiczne słowo?
-Idiota! - krzyknęłam i zaczęłam okładać pięściami jego plecy.
-Nie - zatrzymał się - to jest mało magiczne bo często je słyszę.
-Prooooszę - wyjęczałam nie przestając go bić.
Zbiegł ze schodów i wywrócił się ze mną na kanapę
-Wedle życzenia - powiedział i zaczął mnie łaskotać
-Just-Justin! Sko-Sko-Skończ już! - Darłam się między napadami śmiechu.
-Coś za coś - przestał na chwilę
-Co chcesz? - spytałam próbując wydostać się spod chłopaka.
-Buziii - powiedział robiąc dzióbek. Wywróciłam oczami i cmoknęłam go w usta.
-Pięknie - cofnął się ze mnie i usiadł na kanapie.
-Nic nie powiesz moim rodzicom - powiedziałam poprawiając włosy
-Za jeszcze jednego buziaczka to faktycznie nie - wyszczerzył się.
-Niee, poprostu nic im nie powiesz i już.
-Czemu?
-Bo...oni nie żyją - minęło tyle lat od ich śmierci; 12 lat a ja za każdym razem mówiąc "oni nie żyją" mam ochotę wybuchnąć płaczem, teraz też czułam jak głos zaczyna mi drgać a oczy robią się zbyt wilgotne. Spojrzałam na Justina, na jego twarzy nie było już uśmiechu, raczej smutek, a w oczach współczucie i zakłopotanie.
-Ja, ja przepraszam, ja nie wiedziałem - tłumaczył się
- Nie ma problemu, skąd mogłeś wiedzieć - uśmiechnęłam się lekko a po moim policzku spłynęła łza, Justin natychmiast ją starł. Przysunął się i mocno mnie przytulił, a ja się w niego wtuliłam i wybuchłam płaczem
-Oj! Co się stało? - Usłyszałam głos Noemi gdzieś przy drzwiach. Spojrzałam na nią tylko kątem oka, ale ona wiedziała już czemu płaczę, bo była moją przyjaciółką - Rodzice? - spytała dla upewnienia się i szybko podeszła do kanapy. -Al, spójrz na mnie - oderwałam się od Justina i przeniosłam moje zapłakane spojrzenie na nią - Oni nie chcieliby żebyś płakała, oni chcieliby żebyś była silna, żebyśmy obie były silne, racja? - skinęłam jej lekko głową a ona mocno mnie przytuliła.
_________________________
Rozdział miał być wcześniej ale miałam szlaban za oceny :p
Potem miał być w sobotę ale rano byłam na zakupach a wieczorem na koncercie Paul'a McCarney'a.
Proszę o komentarze do rozdziału bo sama nwm czy mam pisać czy zostawić bloga :/
Zapraszam też na mojego drugiego bloga (również o JB) sorry-life-is-brutal.blogspot.com
Do nn :*
poniedziałek, 24 czerwca 2013
sobota, 4 maja 2013
Rozdział 8
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi
swoją koszulką, żebym miała w czym spać. Każdy spał na swojej połowie,
w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
____________________________________________________________________
@FrytaKras -zbieram na TT followy ;p
____________________________________________________________________
Poczułam lekki wietrzyk, przez który zmroziło mi nogi. Delikatnie uchyliłam powieki i popatrzyłam przed siebie. W pokoju panował półmrok, a wiatr wiał z otwartego balkonu.
Mój wzrok skupił się na czarnej bezkształtnej masie – kołdrze – spadła. Szybko nogami ją podniosłam i z powrotem się przykryłam. Obróciłam się na bok, Justina obok nie było. Za to znad przeciwległej krawędzi łóżka wystawała dłoń z rozłożonymi palcami. Od razu skojarzyłam ją z tymi wszystkimi potworami z horrorów które wychodzą spod łóżek, ale byłam zbyt zmęczona żeby się tym martwić. Na powrót zasnęłam.
Ponownie otworzyłam oczy. Tym razem było nieprzyjemnie jasno. W ramach protestu przed rażącym słońcem naciągnęłam sobie kołdrę na głowę.
- Nie, nie księżniczko, wstajemy – usłyszałam głos Justina.
- Nieeee – jęknęłam. No i tyle było z mojego protestu, Justin zerwał ze mnie kołdrę, wcześniej leżałam tak że swoim ciałem przygniatałam połowę kołdry, więc jak Justin za nią pociągnął, wykonałam nie zgrabny obrót i stoczyłam się na bliskie spotkanie z podłogą.
- Pojebało?! - krzyknęłam wstając z podłogi
- Oj Al, nie ładnie to tak krzyczeć na kogoś do kogo się całą noc tuliłam - powiedział kręcąc głową
- Tuliło? - spytałam udając obrzydzenie
- mhmm i wiele, wieele więcej -
- Yyy...wiele więcej?
- Serio nic nie pamiętasz? Nic a nic – pokręciłam przecząco głową – to może to skojarzysz – powiedział i udając damski głos zaczął jęczeć: „Justin” „Ach Justinku” „Ja cię tak bardzo kocham”
Poczułam że się czerwienie, mama mi czasem mówiła że gadam przez sen, ale żeby tak się skompromitować??
Kiedy znów skupiłam uwagę na Justinie, zobaczyłam go w dziwnej pozycji rozpłodowej.
I czy on mi próbował wmówić że ja tak właśnie robiłam? Jeszcze jeden szczegół, przecież kiedy się obudziłam (w środku nocy) Justin leżał na podłodze. Nie zastanawiając się więcej wzięłam poduszkę i przywaliłam wstającemu z łóżka Justinowi.
- A to za co? - powiedział oburzony
- Nikt ci nie mówił że dziewczynek się nie oszukuję – uśmiechnął się głupkowato
- A tobie że z Justinem Bieberem nie zaczyna wojny – za nim zareagowałam oberwałam poduszką, oddałam mu, a on mi,i tak w kółko z naszych puchatych poduszek zaczęły wylatywać pierza.
Cofając się przed uderzeniami Justina w końcu doszłam do ściany. Odrzucił swoją poduszkę i to samo zrobił z moją. Swoje dłonie oparł o ścianę po obu stronach mojej głowy i spojrzał mi głęboko w oczy, a ja znów poczułam że się czerwienie.
- słodko wyglądasz gdy się rumienisz –
staliśmy tak chwilę w milczeniu, a on bardzo uważnie mi się przyglądał
- co robisz? -spytałam się w końcu widząc jak się uśmiecha, zaczyna bawić się moimi włosami i dalej mi się przygląda
- Sam nie wiem – powiedział dużo ciszej, zbliżył się jeszcze trochę i musnął moje usta, nie widząc sprzeciwu pocałował mnie znowu, tym razem dłużej. Odepchnęłam go delikatnie, żeby nie poczuł się odrzucony.
- Idź ty – uśmiechnęłam się i zabierając moje wczorajsze ciuchy poszłam do łazienki. Tak szczerze mówiąc ani trochę nie przeszkadzało mi jak Bieber mnie całuje, no może po za tym że znamy się krótko i nic między nami nie ma. Uśmiechnęłam się do siebie, zamykając drzwi od łazienki. Spojrzałam w lustro i omało nie krzyknęłam z przerażenia, wyglądałam koszmarnie! Szybko odkręciłam wodę i obmyłam nią twarz co mnie trochę orzeźwiło. Weszłam pod prysznic i umyłam się hotelowymi mydełkami. Po wyjściu opłukałam jeszcze usta wodą, bo nie miałam ze sobą szczoteczki do zębów. Ubrałam się szybko, podsuszyłam włosy i związałam w niechlujnego koka. Gdy wyszłam zastałam już ubranego Justina siedzącego na łóżku. Czy on "grzebał" mi właśnie w telefonie?
-Justin?- spytałam jak gdyby nigdy nic
-Tak?- spytał nie odwracając wzroku od telefonu.
-CZEMU DO CHOLERY GRZEBIESZ MI W TELEFONIE?!!- wydarłam się na niego.
-yyy..a bo sprawdzałem godzinę?-uśmiechnął się głupkowato. Wywróciłam oczami i zabrałam mu urządzenie z ręki. Usiadłam na łużku koło Justina i napisałam do Noemi żeby się nie martwiła.
-Śniadanie!- usłyszeliśmy zza drzwi. Justin wstał i otworzył, do pokoju wiechał wózek ze śniadaniem, pchany przez pokojówkę -proszę i życzę smacznego - dygneła lekko i wyszła.
-mmmm, naleśniki - powiedział zdejmując jedną z przykrywek. Pod drugą jak się później okazało był wyśmienity krem brulee, a obok dwa kubki z gorącą herbatą. Dosłownie parę sekund p tym gdy oboje odłożyliśmy widelce do pokoju weszła Patti.
-Hej młodzi, przyszłam się tylko pożegnać - no tak, zaraz mieliśmy wracać do domku moich dziadków. - Za ile dokładnie jedziecie?- spojrzała na nas pytająco
-za jakieś 10 minut - odpowiedział jej Justin i zaraz potem ją przytulił - nie martw się nic się nam nie stanie.
-tak, tak wiem synku - dała mu buziaka w policzek i podeszła do mnie, mnie również przytuliła i pocałowała - zajmij się nim, jest jak pięciolatek - szepnęła mi na ucho a potem wymownie spojrzała na syna. - To ja już lecę, pa pa.
-pa pa - powiedzieliśmy już zamkniętym drzwiom i lekko się zaśmieliśmy.
-Chodź Alex, my też już powinniśmy wychodzić.
-Dobrze, dobrze - wzięłam od niego jedną z jego dwóch walizek i skierowałam się do windy, a on za mną.
Przez całą drogę rozmawialiśmy a w zasadzie kłóciliśmy się o to czy jednorożce są przyjazne czy nie. Justin twierdził że konie z różowym rogiem, pokazywane w bajkach dla dzieci nie mogą być groźne. Natomiast ja że róg to broń, a same jednorożce to krwiopijcze potwory, dla których najlepszym pożywieniem są ludzie. I tak rozmawiając na ten bardzo mądry temat dojechaliśmy pod dom moich dziadków.
__________________
Przepraszam że nudny, że bez sensu i że długo czekaliście ale następny będzie szybciej!
@FrytaKras -zbieram na TT followy ;p
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Nowy Rozdział
Ostatnio na pocztę dostaję pytania "kiedy nowy rozdział?" więc sprawa wygląda tak że nowy rozdział jest już prawie gotowy. Czemu wcześniej go nie było? Otóż dostałam szlaban i byłam przez miesiąc odcięta od internetu o_O i tylko lekcje, lekcje i jeszcze raz lekcje! Oszaleć można! Tak że skoro widzę że dalej tu zaglądacie to 8 rozdział pojawi się już niedługo ;)
sobota, 9 marca 2013
Klikniecie???
wejdź na mój profil i kliknij czerwona kratkę (addthis) u mnie na profilu
Prooszę i z góry dziękuję :>
Profil .Dreamer. Zapytaj.onet.pl - Masz Pytanie? My mamy Odpowiedź!
Prooszę i z góry dziękuję :>
Profil .Dreamer. Zapytaj.onet.pl - Masz Pytanie? My mamy Odpowiedź!
sobota, 2 marca 2013
Paparzzi
Pewnie już słyszeliście o tym co paparazzi zrobili Justinowi. "To ich praca" - mówią luzieTak? Czy ich pracą jest niszczenie komuś życia?! Zniszczyli mu najważniejszy dzień w roku, bo nie co dzień kończy się 19 lat. Mogli to zrobić karzdego innego dnia, ale nie! Musieli mu zniszczyć urodziny!
Kiedyś powiedział że zniesie hejty na jego osobę ale nie na jego rodzeństwo i jego Beliebers a oni obrazili nas wszystkich! Biedny Justin się rozpłakał :( Zadzwonił do Scootera mówiąc że on już tego dłużej nie zniesie i nie chce już tak żyć. Martwię się że przez nich możemy stracić naszego Jusina :(
___________________________________________________________________
Kiedyś powiedział że zniesie hejty na jego osobę ale nie na jego rodzeństwo i jego Beliebers a oni obrazili nas wszystkich! Biedny Justin się rozpłakał :( Zadzwonił do Scootera mówiąc że on już tego dłużej nie zniesie i nie chce już tak żyć. Martwię się że przez nich możemy stracić naszego Jusina :(
___________________________________________________________________
środa, 27 lutego 2013
Rozdział 7
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________________________
Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach, żartach i opowiadaniu sobie śmiesznych historyjek i zanim się spostrzegłam wjeżdżaliśmy do hotelowego garażu.
*
-Mamo?! - krzyknął Jus wstawiając głowę przez drzwi od jakiegoś z pokoju na szóstym piętrze który wskazała nam miła recepcjonistka. Nie dostając odpowiedzi wszedł do środka i położył się na łóżku.
Ja niepewnie weszłam za nim, a on widząc mnie tylko wskazał palcem na szafkę nocną na której stało oprawione w ramkę zdjęcie kobiety o ciemnych włosach z uroczym na oko 3 letnim chłopcem na rękach.
-To ja i moja mama - wyjaśnił siadając i biorąc zdjęcie do ręki - zawsze je ze sobą wozi na dalsze wyjazdy czy w trasy - delikatnie się uśmiechnął i odstawił zdjęcie na miejsce.
Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i z zaparowanego pomieszczenia wyszła tańcząc w szlafroku wysoka kobieta. Pomimo że własy miała zawinięte w turban wiedziałam ż to mama Justina. No bo kto inny?
Na nasz widok aż podskoczyła a jej kosmetyczka wylądowała na ziemi.
-Justin?!- wrzasnęła przerażona.
-Hej mamo -
-Tak, tak hej - powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia, otworzyła je i do połowy wyszła. Krzyknęła tak głośno że myślałam że szyby zaraz rozsadzi - Justin wrócił!!! - po tych słowach do pokoju wbiegło z dwadzieścia osób. Pewnie ekipa Justina. Żeby nikomu nie przeszkadzać wyszłam sobie na mały balkonik. Oparłam się o barierkę i rozkoszowałam letnim powietrzem. Przez chwilę słyszałam wrzaski, jednak potem przestałam się przysłuchiwać i pochłonięta głębokim myśleniem przestałam w ogóle kontaktować z rzeczywistością.
-Alex, Alex? -usłyszałam ciche szeptanie i poczułam jak ktoś lekko puka mnie w ramie - Alex do cholery!!! - wydarł się i potrząsnął mną tak że o mało się nie wywaliłam.
-Co?!! - wydarłam się równie głośno
-O, wstałaś - powiedział z głupkowatym uśmiechem i wszedł do pokoju . A kto? Justin!
-To spałam? - spytałam zdziwiona. Rozejrzałam się do okoła. No tak, cała ja. Zasnęłam na stojąco na balkonie - to się nazywa talent, no nic. Podążając za Justinem weszłam do hotelowego pokoju.
Jednak pokój był pusty. Wyszłam na korytarz i w zasadzie to zaraz wróciłam. Patti akurat wchodziła i ręką pokazała mi bym została.
-Co sądzisz o Justinie?- Spytała siadając na fotelu i pokazując mi bym również gdzieś usiadła
-No wie pani...- zaczęłam
-Tylko nie "pani"- przerwała mi - czuję się wtedy bardziej stara - wyjaśniła - mów mi Patt.
-No więc, Patt...Narazie to mało wiem na temat Justina, bo krótko go znam, ale wiem już że nie jest takim zwykłym nastolatkiem, i nie mówię tu o tym że jest sławny i wogóle, tylko o tym że jest naprawdę silny, rzadko zdarzają się takie osoby... - długo tak jeszcze sobie rozmawiałam z Panią Bie... z Patt, o Justinie, trasach koncertowych, o wszystkim, skończyliśmy na najśmieszniejszej rasie psa. Patti jest bardzo miłą osobą, i widać że bardzo kocha Justina. W rozmowie spytała się mnie czy miałabym coś przeciwko gdyby Justin zamieszkał z nami (mną i Em) bo jest jej smutno że wyjechał na "wakacje" bez znajomych i z całą ekipą. Według niej strasznie musiał się nudzić. Oczywiście powiedziałam że nie był by problemem. Chciałam go bliżej poznać...
Gdy dołączył do nas Justin, jego mama wszystko mu wytłumaczyła. Jak usłyszał że zgodziłam się go przygarnąć, zaczął skakać z radości jak małe dziecko i pobiegł po walizki.
Swoją drogą to był tu tylko te ostatnie parę godzin, bo do domu moich dziadków zawitał w dniu swojego przyjazdu do NY.
Patti przekonała nas żebyśmy zostali w hotelu na noc bo już jest późno, a ona boi się że coś się nam stanie.
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, rzebym miała w czym spać. Karzdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
_______________________________________________
Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, i za to że taki krótki o niczym i beznadziejny :/ ale w następnych będzie już więcej akcji ;) i mam nadzieje że dodam szybciej xD Liczę na komentarze!
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________________________
Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach, żartach i opowiadaniu sobie śmiesznych historyjek i zanim się spostrzegłam wjeżdżaliśmy do hotelowego garażu.
*
-Mamo?! - krzyknął Jus wstawiając głowę przez drzwi od jakiegoś z pokoju na szóstym piętrze który wskazała nam miła recepcjonistka. Nie dostając odpowiedzi wszedł do środka i położył się na łóżku.
Ja niepewnie weszłam za nim, a on widząc mnie tylko wskazał palcem na szafkę nocną na której stało oprawione w ramkę zdjęcie kobiety o ciemnych włosach z uroczym na oko 3 letnim chłopcem na rękach.
-To ja i moja mama - wyjaśnił siadając i biorąc zdjęcie do ręki - zawsze je ze sobą wozi na dalsze wyjazdy czy w trasy - delikatnie się uśmiechnął i odstawił zdjęcie na miejsce.
Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i z zaparowanego pomieszczenia wyszła tańcząc w szlafroku wysoka kobieta. Pomimo że własy miała zawinięte w turban wiedziałam ż to mama Justina. No bo kto inny?
Na nasz widok aż podskoczyła a jej kosmetyczka wylądowała na ziemi.
-Justin?!- wrzasnęła przerażona.
-Hej mamo -
-Tak, tak hej - powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia, otworzyła je i do połowy wyszła. Krzyknęła tak głośno że myślałam że szyby zaraz rozsadzi - Justin wrócił!!! - po tych słowach do pokoju wbiegło z dwadzieścia osób. Pewnie ekipa Justina. Żeby nikomu nie przeszkadzać wyszłam sobie na mały balkonik. Oparłam się o barierkę i rozkoszowałam letnim powietrzem. Przez chwilę słyszałam wrzaski, jednak potem przestałam się przysłuchiwać i pochłonięta głębokim myśleniem przestałam w ogóle kontaktować z rzeczywistością.
-Alex, Alex? -usłyszałam ciche szeptanie i poczułam jak ktoś lekko puka mnie w ramie - Alex do cholery!!! - wydarł się i potrząsnął mną tak że o mało się nie wywaliłam.
-Co?!! - wydarłam się równie głośno
-O, wstałaś - powiedział z głupkowatym uśmiechem i wszedł do pokoju . A kto? Justin!
-To spałam? - spytałam zdziwiona. Rozejrzałam się do okoła. No tak, cała ja. Zasnęłam na stojąco na balkonie - to się nazywa talent, no nic. Podążając za Justinem weszłam do hotelowego pokoju.
Jednak pokój był pusty. Wyszłam na korytarz i w zasadzie to zaraz wróciłam. Patti akurat wchodziła i ręką pokazała mi bym została.
-Co sądzisz o Justinie?- Spytała siadając na fotelu i pokazując mi bym również gdzieś usiadła
-No wie pani...- zaczęłam
-Tylko nie "pani"- przerwała mi - czuję się wtedy bardziej stara - wyjaśniła - mów mi Patt.
-No więc, Patt...Narazie to mało wiem na temat Justina, bo krótko go znam, ale wiem już że nie jest takim zwykłym nastolatkiem, i nie mówię tu o tym że jest sławny i wogóle, tylko o tym że jest naprawdę silny, rzadko zdarzają się takie osoby... - długo tak jeszcze sobie rozmawiałam z Panią Bie... z Patt, o Justinie, trasach koncertowych, o wszystkim, skończyliśmy na najśmieszniejszej rasie psa. Patti jest bardzo miłą osobą, i widać że bardzo kocha Justina. W rozmowie spytała się mnie czy miałabym coś przeciwko gdyby Justin zamieszkał z nami (mną i Em) bo jest jej smutno że wyjechał na "wakacje" bez znajomych i z całą ekipą. Według niej strasznie musiał się nudzić. Oczywiście powiedziałam że nie był by problemem. Chciałam go bliżej poznać...
Gdy dołączył do nas Justin, jego mama wszystko mu wytłumaczyła. Jak usłyszał że zgodziłam się go przygarnąć, zaczął skakać z radości jak małe dziecko i pobiegł po walizki.
Swoją drogą to był tu tylko te ostatnie parę godzin, bo do domu moich dziadków zawitał w dniu swojego przyjazdu do NY.
Patti przekonała nas żebyśmy zostali w hotelu na noc bo już jest późno, a ona boi się że coś się nam stanie.
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, rzebym miała w czym spać. Karzdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
_______________________________________________
Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, i za to że taki krótki o niczym i beznadziejny :/ ale w następnych będzie już więcej akcji ;) i mam nadzieje że dodam szybciej xD Liczę na komentarze!
środa, 6 lutego 2013
Rozdział 6
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył
swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po
prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi
się, że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to
szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
___________________________________________________________________________
Dogoniłam go, gdy wchodził do lasu.
-Justin. - Odezwałam się wyrównując z nim krok
-Przepraszam, nie powinienem był - powiedział
szeptem.
Do końca drogi już się nie odezwał, a każda
podjęta przeze mnie próba rozpoczęcia rozmowy, kończyła się milczeniem
Biebera.
-O! no, wreszcie jesteście! - Przywitała nas
Noemi w drzwiach - gdzie byliście?
Żadne z nas nie odpowiedziało na pytanie, ja
rzuciłam jej krótkie "Hej" i przeszłam do kuchni, natomiast Justin
nie powiedział nic; poszedł na górę.
Wstawiłam wodę na herbatę i usłyszałam dźwięk
zamykanych drzwi, od kuchni.
Spojrzałam szybko w tamtą stronę, i po utwierdzeniu
się w fakcie, że to Emi wróciłam do wcześniejszej czynności; robienia sobie
picia.
Podeszła do marmurowego blatu stołu, oparła o niego dłonie i spojrzała na
mnie pytająco.Odpowiedziałam jej tym samym spojrzeniem, siadając po drugiej stronie stołu
-Co jest?- Rzuciła i usiadła naprzeciwko mnie – chodzi o Justina? – Bardziej stwierdziła niż spytała, więc nie zadalam sobie trudu odpowiedzi – to opowiadaj, co się działo?
-Bo wiesz, jak pojechałaś…-Opowiedziałam jej wszystko po kolei, począwszy od momentu, kiedy wyszła, skończywszy na tym, że Justin mnie olewa – i nie rozumiem czemu, czy ze mną jest cos nie tak? – Spytałam, na koniec
-Tak- powiedziała a ja na nią dziwnie spojrzałam, chyba powinna mnie pocieszyć czy coś a nie tak wprost mi mówić, że jestem dziwna. Chociaż ona zawsze waliła ‘prosto z mostu’ bez jakiegokolwiek wyczucia, lubiłam to w niej. – Po pierwsze to to, że się nim przejmujesz, po drugie, jest tylko jeden powód – uśmiechnęła się głupkowato; zawsze to robiła, dzięki temu na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który zaraz uciekł. – Znasz tego gościa … no ja nie wiem, parę godzin? Pomijając czas, kiedy spał. On jest gwiazdą! Zabawę uczuciami dziewczyn ma wpisaną w kod DNA!
-Chyba masz rację – powiedziałam wstając
-No chyba nie – przerwał mi Justin opierający się o ścianę kolo drzwi, chyba nie zauważyłam, kiedy wszedł, sądząc po minie Emi, ona też nie. – Noemi, z całym szacunkiem, ale mnie nie znasz więc proszę nie oceniaj mnie – powiedział to tak poważnie że nie wierzyłam że to ten sam komiczny Justin co w Internecie. – Alex – zwrócił się do mnie – możemy pogadać? –Impulsywnie wstałam i wyszłam do salonu, chociaż wcale nie chciałam.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Spytałam siadając na kanapie
- Chciałem tylko przeprosić – powiedział siadając naprzeciwko mnie na stoliku od telewizora
-Za, co? – Spytałam zdziwiona
- Za moje zachowanie, za to, że cie ignorowałem i w ogóle … słyszałem twoją rozmowę z Noemi – dodał ciszej, nie przyszło mi do głowy, że będzie mnie za to przepraszać, ale, zrobiło mi się miło. A co do rozmowy z Noemi, też mnie trochę temat zastanawiał.
-Ile słyszałeś?-
-Dużo, ale to chyba nic złego – uśmiechnął się uroczo – dobrze, ja się już będę zbierał, sprawdziłem w Internecie adres hotelu gdzie jest ekipa, tak, że ten – powiedział i ruszył do drzwi
Zauważyłam ze przebrał się w ciuchy, których przyszedł, ale zastanawiało mnie jedno.
-Justin jak chcesz wrócić? – Krzyknęłam za nim
-Na piechotę? – Spytał dziwnie na mnie patrząc
-Znasz okolice? Wiesz gdzie to jest? – Znałam odpowiedzi na te pytania i na oba by brzmiały „nie”, ale on chyba nie do końca był tego świadomy.
Pokręcił głową – eh masz rację – powiedział i odwiesił bluzę powrotem na wieszak
-Ubieraj się, zawiozę cię – rzuciłam do niego i wyszłam z domu, bo byłam już ubrana.
Poszłam do samochodu a Justin zaraz mnie dogonił i usiadł obok mnie, na miejscu pasażera
-To, podaj adres – rozkazałam a on natychmiast wykonał moje polecenie, ze zdziwienia aż otworzyłam buzię, miejsce, które podał było oddalone od naszego domku dobre 4 godziny drogi autem, a co dopiero na piechotę, zaraz uświadomiłam Justina w tym fakcie a ten się tylko niewinnie uśmiechnął.
*
Już, przez co najmniej trzy godziny jechaliśmy w milczeniu, a ja robiłam się coraz bardziej zła. Mój problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, co jest źródłem złości.
Justin? Ja? Noemi? To, że go wtedy nie pocałowałam? Nie wiem, równie dobrze może to być wina idealnie gładkiej drogi, którą jedziemy.
-Masz dziewczynę? –Wypaliłam z nienacka przerywając tym samym ciszę i powodując, że twarz Justina wygięła się w coś, co ciężko nazwać, ale było tej minie bliżej do grymasu obrzydzenia niż uśmiechu
-Myślisz, że jakbym miał dziewczynę to bym cię wtedy w salonie pocałował? – Spojrzał na mnie dziwnie
-Myślę, że jak byś jej nie miał to pocałowałbyś mnie na polanie – to go zgasiło, jednak nie na długo, bo na jego twarzy zagościł szarmancki uśmieszek, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________
Przepraszam że tak długo ale powiem że 7 mam już napisany w zeszycie tylko że muszę przepisać na komputer :/ i nie było by problemu, gdyby nie to że mam szlaban ;p się nabroiło xD. Bardzo was proszę o komentowanie, bo nie wiem czy mam to dalej ciągnąć czy zostawić :/ polecajcie znajomym czy coś, na pewno komuś się spodoba...prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
