Pewnie już słyszeliście o tym co paparazzi zrobili Justinowi. "To ich praca" - mówią luzieTak? Czy ich pracą jest niszczenie komuś życia?! Zniszczyli mu najważniejszy dzień w roku, bo nie co dzień kończy się 19 lat. Mogli to zrobić karzdego innego dnia, ale nie! Musieli mu zniszczyć urodziny!
Kiedyś powiedział że zniesie hejty na jego osobę ale nie na jego rodzeństwo i jego Beliebers a oni obrazili nas wszystkich! Biedny Justin się rozpłakał :( Zadzwonił do Scootera mówiąc że on już tego dłużej nie zniesie i nie chce już tak żyć. Martwię się że przez nich możemy stracić naszego Jusina :(
___________________________________________________________________
sobota, 2 marca 2013
środa, 27 lutego 2013
Rozdział 7
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________________________
Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach, żartach i opowiadaniu sobie śmiesznych historyjek i zanim się spostrzegłam wjeżdżaliśmy do hotelowego garażu.
*
-Mamo?! - krzyknął Jus wstawiając głowę przez drzwi od jakiegoś z pokoju na szóstym piętrze który wskazała nam miła recepcjonistka. Nie dostając odpowiedzi wszedł do środka i położył się na łóżku.
Ja niepewnie weszłam za nim, a on widząc mnie tylko wskazał palcem na szafkę nocną na której stało oprawione w ramkę zdjęcie kobiety o ciemnych włosach z uroczym na oko 3 letnim chłopcem na rękach.
-To ja i moja mama - wyjaśnił siadając i biorąc zdjęcie do ręki - zawsze je ze sobą wozi na dalsze wyjazdy czy w trasy - delikatnie się uśmiechnął i odstawił zdjęcie na miejsce.
Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i z zaparowanego pomieszczenia wyszła tańcząc w szlafroku wysoka kobieta. Pomimo że własy miała zawinięte w turban wiedziałam ż to mama Justina. No bo kto inny?
Na nasz widok aż podskoczyła a jej kosmetyczka wylądowała na ziemi.
-Justin?!- wrzasnęła przerażona.
-Hej mamo -
-Tak, tak hej - powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia, otworzyła je i do połowy wyszła. Krzyknęła tak głośno że myślałam że szyby zaraz rozsadzi - Justin wrócił!!! - po tych słowach do pokoju wbiegło z dwadzieścia osób. Pewnie ekipa Justina. Żeby nikomu nie przeszkadzać wyszłam sobie na mały balkonik. Oparłam się o barierkę i rozkoszowałam letnim powietrzem. Przez chwilę słyszałam wrzaski, jednak potem przestałam się przysłuchiwać i pochłonięta głębokim myśleniem przestałam w ogóle kontaktować z rzeczywistością.
-Alex, Alex? -usłyszałam ciche szeptanie i poczułam jak ktoś lekko puka mnie w ramie - Alex do cholery!!! - wydarł się i potrząsnął mną tak że o mało się nie wywaliłam.
-Co?!! - wydarłam się równie głośno
-O, wstałaś - powiedział z głupkowatym uśmiechem i wszedł do pokoju . A kto? Justin!
-To spałam? - spytałam zdziwiona. Rozejrzałam się do okoła. No tak, cała ja. Zasnęłam na stojąco na balkonie - to się nazywa talent, no nic. Podążając za Justinem weszłam do hotelowego pokoju.
Jednak pokój był pusty. Wyszłam na korytarz i w zasadzie to zaraz wróciłam. Patti akurat wchodziła i ręką pokazała mi bym została.
-Co sądzisz o Justinie?- Spytała siadając na fotelu i pokazując mi bym również gdzieś usiadła
-No wie pani...- zaczęłam
-Tylko nie "pani"- przerwała mi - czuję się wtedy bardziej stara - wyjaśniła - mów mi Patt.
-No więc, Patt...Narazie to mało wiem na temat Justina, bo krótko go znam, ale wiem już że nie jest takim zwykłym nastolatkiem, i nie mówię tu o tym że jest sławny i wogóle, tylko o tym że jest naprawdę silny, rzadko zdarzają się takie osoby... - długo tak jeszcze sobie rozmawiałam z Panią Bie... z Patt, o Justinie, trasach koncertowych, o wszystkim, skończyliśmy na najśmieszniejszej rasie psa. Patti jest bardzo miłą osobą, i widać że bardzo kocha Justina. W rozmowie spytała się mnie czy miałabym coś przeciwko gdyby Justin zamieszkał z nami (mną i Em) bo jest jej smutno że wyjechał na "wakacje" bez znajomych i z całą ekipą. Według niej strasznie musiał się nudzić. Oczywiście powiedziałam że nie był by problemem. Chciałam go bliżej poznać...
Gdy dołączył do nas Justin, jego mama wszystko mu wytłumaczyła. Jak usłyszał że zgodziłam się go przygarnąć, zaczął skakać z radości jak małe dziecko i pobiegł po walizki.
Swoją drogą to był tu tylko te ostatnie parę godzin, bo do domu moich dziadków zawitał w dniu swojego przyjazdu do NY.
Patti przekonała nas żebyśmy zostali w hotelu na noc bo już jest późno, a ona boi się że coś się nam stanie.
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, rzebym miała w czym spać. Karzdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
_______________________________________________
Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, i za to że taki krótki o niczym i beznadziejny :/ ale w następnych będzie już więcej akcji ;) i mam nadzieje że dodam szybciej xD Liczę na komentarze!
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________________________
Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach, żartach i opowiadaniu sobie śmiesznych historyjek i zanim się spostrzegłam wjeżdżaliśmy do hotelowego garażu.
*
-Mamo?! - krzyknął Jus wstawiając głowę przez drzwi od jakiegoś z pokoju na szóstym piętrze który wskazała nam miła recepcjonistka. Nie dostając odpowiedzi wszedł do środka i położył się na łóżku.
Ja niepewnie weszłam za nim, a on widząc mnie tylko wskazał palcem na szafkę nocną na której stało oprawione w ramkę zdjęcie kobiety o ciemnych włosach z uroczym na oko 3 letnim chłopcem na rękach.
-To ja i moja mama - wyjaśnił siadając i biorąc zdjęcie do ręki - zawsze je ze sobą wozi na dalsze wyjazdy czy w trasy - delikatnie się uśmiechnął i odstawił zdjęcie na miejsce.
Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i z zaparowanego pomieszczenia wyszła tańcząc w szlafroku wysoka kobieta. Pomimo że własy miała zawinięte w turban wiedziałam ż to mama Justina. No bo kto inny?
Na nasz widok aż podskoczyła a jej kosmetyczka wylądowała na ziemi.
-Justin?!- wrzasnęła przerażona.
-Hej mamo -
-Tak, tak hej - powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia, otworzyła je i do połowy wyszła. Krzyknęła tak głośno że myślałam że szyby zaraz rozsadzi - Justin wrócił!!! - po tych słowach do pokoju wbiegło z dwadzieścia osób. Pewnie ekipa Justina. Żeby nikomu nie przeszkadzać wyszłam sobie na mały balkonik. Oparłam się o barierkę i rozkoszowałam letnim powietrzem. Przez chwilę słyszałam wrzaski, jednak potem przestałam się przysłuchiwać i pochłonięta głębokim myśleniem przestałam w ogóle kontaktować z rzeczywistością.
-Alex, Alex? -usłyszałam ciche szeptanie i poczułam jak ktoś lekko puka mnie w ramie - Alex do cholery!!! - wydarł się i potrząsnął mną tak że o mało się nie wywaliłam.
-Co?!! - wydarłam się równie głośno
-O, wstałaś - powiedział z głupkowatym uśmiechem i wszedł do pokoju . A kto? Justin!
-To spałam? - spytałam zdziwiona. Rozejrzałam się do okoła. No tak, cała ja. Zasnęłam na stojąco na balkonie - to się nazywa talent, no nic. Podążając za Justinem weszłam do hotelowego pokoju.
Jednak pokój był pusty. Wyszłam na korytarz i w zasadzie to zaraz wróciłam. Patti akurat wchodziła i ręką pokazała mi bym została.
-Co sądzisz o Justinie?- Spytała siadając na fotelu i pokazując mi bym również gdzieś usiadła
-No wie pani...- zaczęłam
-Tylko nie "pani"- przerwała mi - czuję się wtedy bardziej stara - wyjaśniła - mów mi Patt.
-No więc, Patt...Narazie to mało wiem na temat Justina, bo krótko go znam, ale wiem już że nie jest takim zwykłym nastolatkiem, i nie mówię tu o tym że jest sławny i wogóle, tylko o tym że jest naprawdę silny, rzadko zdarzają się takie osoby... - długo tak jeszcze sobie rozmawiałam z Panią Bie... z Patt, o Justinie, trasach koncertowych, o wszystkim, skończyliśmy na najśmieszniejszej rasie psa. Patti jest bardzo miłą osobą, i widać że bardzo kocha Justina. W rozmowie spytała się mnie czy miałabym coś przeciwko gdyby Justin zamieszkał z nami (mną i Em) bo jest jej smutno że wyjechał na "wakacje" bez znajomych i z całą ekipą. Według niej strasznie musiał się nudzić. Oczywiście powiedziałam że nie był by problemem. Chciałam go bliżej poznać...
Gdy dołączył do nas Justin, jego mama wszystko mu wytłumaczyła. Jak usłyszał że zgodziłam się go przygarnąć, zaczął skakać z radości jak małe dziecko i pobiegł po walizki.
Swoją drogą to był tu tylko te ostatnie parę godzin, bo do domu moich dziadków zawitał w dniu swojego przyjazdu do NY.
Patti przekonała nas żebyśmy zostali w hotelu na noc bo już jest późno, a ona boi się że coś się nam stanie.
Zgodziliśmy się z nią bo oboje byliśmy zmęczeni. Justin pożyczył mi swoją koszulką, rzebym miała w czym spać. Karzdy spał na swojej połowie, w wielkim łóżku królewskiego apartamentu który Justin wynajmował.
_______________________________________________
Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, i za to że taki krótki o niczym i beznadziejny :/ ale w następnych będzie już więcej akcji ;) i mam nadzieje że dodam szybciej xD Liczę na komentarze!
środa, 6 lutego 2013
Rozdział 6
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył
swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po
prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi
się, że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to
szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
___________________________________________________________________________
Dogoniłam go, gdy wchodził do lasu.
-Justin. - Odezwałam się wyrównując z nim krok
-Przepraszam, nie powinienem był - powiedział
szeptem.
Do końca drogi już się nie odezwał, a każda
podjęta przeze mnie próba rozpoczęcia rozmowy, kończyła się milczeniem
Biebera.
-O! no, wreszcie jesteście! - Przywitała nas
Noemi w drzwiach - gdzie byliście?
Żadne z nas nie odpowiedziało na pytanie, ja
rzuciłam jej krótkie "Hej" i przeszłam do kuchni, natomiast Justin
nie powiedział nic; poszedł na górę.
Wstawiłam wodę na herbatę i usłyszałam dźwięk
zamykanych drzwi, od kuchni.
Spojrzałam szybko w tamtą stronę, i po utwierdzeniu
się w fakcie, że to Emi wróciłam do wcześniejszej czynności; robienia sobie
picia.
Podeszła do marmurowego blatu stołu, oparła o niego dłonie i spojrzała na
mnie pytająco.Odpowiedziałam jej tym samym spojrzeniem, siadając po drugiej stronie stołu
-Co jest?- Rzuciła i usiadła naprzeciwko mnie – chodzi o Justina? – Bardziej stwierdziła niż spytała, więc nie zadalam sobie trudu odpowiedzi – to opowiadaj, co się działo?
-Bo wiesz, jak pojechałaś…-Opowiedziałam jej wszystko po kolei, począwszy od momentu, kiedy wyszła, skończywszy na tym, że Justin mnie olewa – i nie rozumiem czemu, czy ze mną jest cos nie tak? – Spytałam, na koniec
-Tak- powiedziała a ja na nią dziwnie spojrzałam, chyba powinna mnie pocieszyć czy coś a nie tak wprost mi mówić, że jestem dziwna. Chociaż ona zawsze waliła ‘prosto z mostu’ bez jakiegokolwiek wyczucia, lubiłam to w niej. – Po pierwsze to to, że się nim przejmujesz, po drugie, jest tylko jeden powód – uśmiechnęła się głupkowato; zawsze to robiła, dzięki temu na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który zaraz uciekł. – Znasz tego gościa … no ja nie wiem, parę godzin? Pomijając czas, kiedy spał. On jest gwiazdą! Zabawę uczuciami dziewczyn ma wpisaną w kod DNA!
-Chyba masz rację – powiedziałam wstając
-No chyba nie – przerwał mi Justin opierający się o ścianę kolo drzwi, chyba nie zauważyłam, kiedy wszedł, sądząc po minie Emi, ona też nie. – Noemi, z całym szacunkiem, ale mnie nie znasz więc proszę nie oceniaj mnie – powiedział to tak poważnie że nie wierzyłam że to ten sam komiczny Justin co w Internecie. – Alex – zwrócił się do mnie – możemy pogadać? –Impulsywnie wstałam i wyszłam do salonu, chociaż wcale nie chciałam.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Spytałam siadając na kanapie
- Chciałem tylko przeprosić – powiedział siadając naprzeciwko mnie na stoliku od telewizora
-Za, co? – Spytałam zdziwiona
- Za moje zachowanie, za to, że cie ignorowałem i w ogóle … słyszałem twoją rozmowę z Noemi – dodał ciszej, nie przyszło mi do głowy, że będzie mnie za to przepraszać, ale, zrobiło mi się miło. A co do rozmowy z Noemi, też mnie trochę temat zastanawiał.
-Ile słyszałeś?-
-Dużo, ale to chyba nic złego – uśmiechnął się uroczo – dobrze, ja się już będę zbierał, sprawdziłem w Internecie adres hotelu gdzie jest ekipa, tak, że ten – powiedział i ruszył do drzwi
Zauważyłam ze przebrał się w ciuchy, których przyszedł, ale zastanawiało mnie jedno.
-Justin jak chcesz wrócić? – Krzyknęłam za nim
-Na piechotę? – Spytał dziwnie na mnie patrząc
-Znasz okolice? Wiesz gdzie to jest? – Znałam odpowiedzi na te pytania i na oba by brzmiały „nie”, ale on chyba nie do końca był tego świadomy.
Pokręcił głową – eh masz rację – powiedział i odwiesił bluzę powrotem na wieszak
-Ubieraj się, zawiozę cię – rzuciłam do niego i wyszłam z domu, bo byłam już ubrana.
Poszłam do samochodu a Justin zaraz mnie dogonił i usiadł obok mnie, na miejscu pasażera
-To, podaj adres – rozkazałam a on natychmiast wykonał moje polecenie, ze zdziwienia aż otworzyłam buzię, miejsce, które podał było oddalone od naszego domku dobre 4 godziny drogi autem, a co dopiero na piechotę, zaraz uświadomiłam Justina w tym fakcie a ten się tylko niewinnie uśmiechnął.
*
Już, przez co najmniej trzy godziny jechaliśmy w milczeniu, a ja robiłam się coraz bardziej zła. Mój problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, co jest źródłem złości.
Justin? Ja? Noemi? To, że go wtedy nie pocałowałam? Nie wiem, równie dobrze może to być wina idealnie gładkiej drogi, którą jedziemy.
-Masz dziewczynę? –Wypaliłam z nienacka przerywając tym samym ciszę i powodując, że twarz Justina wygięła się w coś, co ciężko nazwać, ale było tej minie bliżej do grymasu obrzydzenia niż uśmiechu
-Myślisz, że jakbym miał dziewczynę to bym cię wtedy w salonie pocałował? – Spojrzał na mnie dziwnie
-Myślę, że jak byś jej nie miał to pocałowałbyś mnie na polanie – to go zgasiło, jednak nie na długo, bo na jego twarzy zagościł szarmancki uśmieszek, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________
Przepraszam że tak długo ale powiem że 7 mam już napisany w zeszycie tylko że muszę przepisać na komputer :/ i nie było by problemu, gdyby nie to że mam szlaban ;p się nabroiło xD. Bardzo was proszę o komentowanie, bo nie wiem czy mam to dalej ciągnąć czy zostawić :/ polecajcie znajomym czy coś, na pewno komuś się spodoba...prawda?
niedziela, 20 stycznia 2013
Rozdział5
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił:
Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w
kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony
masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
_________________________________________________
Szliśmy jeszcze około dziesięciu minut. Weszliśmy do lasu, czasem chodziłam tam na grzyby z dziadkiem albo z babcią, zrywać kwiatki na wianki. Jednak nigdy nie chodziliśmy głębiej w las. Podobno mieszka w tych lasach jakiś potwór, a przynajmniej tak mi próbowali wmówić dziadkowie. Zawsze strasznie się śmiałam słysząc takie opowieści. Justin ciągnął mnie w głąb lasu. Na dworze nie było jeszcze jasno, więc jak weszliśmy pod drzewa zrobiło się zupełnie ciemno, widziałam tylko nie wyraźne zarysy sylwetki Biebsa. Przez trochę się bałam, ale szłam a wręcz biegłam za Justinem. W końcu wyszliśmy z pod klosza z gałęzi, moim oczom ukazał się przepiękny widok, z wrażenia chyba otworzyła mi się lekko buzia. Staliśmy na polanie, nie była duża, z trzech stron otoczona gęstym mieszanym lasem a na przeciwko nas kończyła się stromym klifem od strony wschodu. Podeszliśmy bliżej, staliśmy na środku polany, i patrzeliśmy na widoki.
Justin usiadł, poczułam że ciągnie mnie za rękę bym tez usiadła. Dołączyłam do niego, podkuliłam nogi pod brodę i siedziałam, Biebs przyjął podobną pozycję do mojej, siedzieliśmy tak już ponad 20 minut, a mi zaczęło się robić zimno, a nawet bardzo zimno, zaczęłam "dygotać". Spojrzałam na Jusa a on na mnie.
-Masz fioletowe usta - wyszeptał, ja nic nie odpowiedziałam. On też już nic nie mówił, złapał mnie w pasie,przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. On się położył, a ja na nim. Głowy dalej mieliśmy zwrócone w stronę słońca, właśnie wschodziło. Widok był niesamowity. Usiadłam, Justin poszedł w moje ślady. Było...było bosko...było... nie do opisania.
-I co? Opłacało się zaufać? - spytał patrząc na mnie.
Obróciłam się w jego stronę, i tylko uśmiechnęłam. Oparłam się na rękach i wpatrzyłam w słońce.
-Piękne widoki, co nie? - powiedziałam mrużąc oczy i obracając w stronę Justina.
-Mhm- wymruczał i wtulił się we mnie od tyłu - wracamy?- spytał szeptem.
-Taaak. szybko wstaliśmy, odwróciłam się i już ruszyłam w drogę powrotną, ale Justin złapał mnie w tali i obrócił.
-Jeszcze jedno - szepnął i się uśmiechnął.
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
_________________________________
Sorry za moją nadmierną beznadziejność :/ liczę na komentarze :)
-
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
_________________________________________________
Szliśmy jeszcze około dziesięciu minut. Weszliśmy do lasu, czasem chodziłam tam na grzyby z dziadkiem albo z babcią, zrywać kwiatki na wianki. Jednak nigdy nie chodziliśmy głębiej w las. Podobno mieszka w tych lasach jakiś potwór, a przynajmniej tak mi próbowali wmówić dziadkowie. Zawsze strasznie się śmiałam słysząc takie opowieści. Justin ciągnął mnie w głąb lasu. Na dworze nie było jeszcze jasno, więc jak weszliśmy pod drzewa zrobiło się zupełnie ciemno, widziałam tylko nie wyraźne zarysy sylwetki Biebsa. Przez trochę się bałam, ale szłam a wręcz biegłam za Justinem. W końcu wyszliśmy z pod klosza z gałęzi, moim oczom ukazał się przepiękny widok, z wrażenia chyba otworzyła mi się lekko buzia. Staliśmy na polanie, nie była duża, z trzech stron otoczona gęstym mieszanym lasem a na przeciwko nas kończyła się stromym klifem od strony wschodu. Podeszliśmy bliżej, staliśmy na środku polany, i patrzeliśmy na widoki.
Justin usiadł, poczułam że ciągnie mnie za rękę bym tez usiadła. Dołączyłam do niego, podkuliłam nogi pod brodę i siedziałam, Biebs przyjął podobną pozycję do mojej, siedzieliśmy tak już ponad 20 minut, a mi zaczęło się robić zimno, a nawet bardzo zimno, zaczęłam "dygotać". Spojrzałam na Jusa a on na mnie.
-Masz fioletowe usta - wyszeptał, ja nic nie odpowiedziałam. On też już nic nie mówił, złapał mnie w pasie,przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. On się położył, a ja na nim. Głowy dalej mieliśmy zwrócone w stronę słońca, właśnie wschodziło. Widok był niesamowity. Usiadłam, Justin poszedł w moje ślady. Było...było bosko...było... nie do opisania.
-I co? Opłacało się zaufać? - spytał patrząc na mnie.
Obróciłam się w jego stronę, i tylko uśmiechnęłam. Oparłam się na rękach i wpatrzyłam w słońce.
-Piękne widoki, co nie? - powiedziałam mrużąc oczy i obracając w stronę Justina.
-Mhm- wymruczał i wtulił się we mnie od tyłu - wracamy?- spytał szeptem.
-Taaak. szybko wstaliśmy, odwróciłam się i już ruszyłam w drogę powrotną, ale Justin złapał mnie w tali i obrócił.
-Jeszcze jedno - szepnął i się uśmiechnął.
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
_________________________________
Sorry za moją nadmierną beznadziejność :/ liczę na komentarze :)
-
piątek, 11 stycznia 2013
Rozdział 4
-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie
łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie
przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
_____________________________________________________________________
-Karton!-
-Nogawka!-
-Abażur!-
-Rolki!-
-Iguana!-
-Apatia!-
-Atak!-
-Kormoran!-
-Krzak!-
-Ej! To nie na "N"!- krzyknęłam - przegrałeś - dodałam i wywaliłam język.- Graliśmy w tę dziwną grę żeby mówić jakiś wyraz zaczynający się na ostatnią literę poprzedniego.
-Hej, nie martw się, następnym razem będzie lepiej - zaczął mnie pocieszać Justin
-Justin, czemu mnie pocieszasz? To ty przegrałeś -zaczęłam się cicho śmiać
-Wiem, ale ty byś tego nie powiedziała, a ktoś musiał - powiedział z udawanym smutkiem. Nie myśląc, przytuliłam go.
-Lepiej? - spytałam
-Może...troszeczkę - odpowiedział a minka smutnego psiaka nie schodziła z jego twarzy. Pocałowałam go w policzek.
-A teraz? - spytałam
-lepiej - powiedział ale jakoś dziwnie, postanowiłam się jeszcze trochę tak pobawić
-w usta - powiedział głosem przedszkolaka który chce lizaka od mamy
-no chyba nie - powiedziałam od razu.
On się odwrócił i mnie cmoknął w usta, po czym wstał. Nie no co się stało? Ja nawet nie zdążyłam zareagować. Czyjaś ręka wsunęła mi się na pole widzenia, którym akurat był dywan. Ręka Justina, chciał mi pomóc wstać. Złapałam za rękę a ten mnie podciągnął do góry także stanęłam na nogi. Nie puścił mnie, przyciągnął do siebie i znów pocałował, tylko dłużej. Na chwilę odpłynęłam, bosko całował. Opamiętałam się i wróciłam na ziemię, odepchnęłam chłopaka i ruszyłam do kuchni. Odwróciłam jeszcze głowę przez ramię i sobaczyłam Mr.Biebera, siedzącego na kanapie i dosłownie pożerającego mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do kuchni.
Justin jest u mnie krótko ale bardzo go polubiłam, wręcz zaprzyjaźniliśmy się. I jak go nigdy nie lubiłam, to teraz nawet nie wiem za co, wszystkie plotki na jego temat, to nie prawda. Opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i o wszystkich wcześniejszych miłościach.Miał bardzo trudne dzieciństwo. Myślałam tak tkwiąc z głową w lodówce i tępo patrząc się na jedzenie. Maczałam głową "na otrząśniecie" i szczerze nie przewidywałam że na drodze lotu mojej głowy znajdzie się ściana od lodówki. No cóż nikt nie jest wszech wiedzący... Jęknęłam cicho i wyjęłam białe Frugo z lodówki i ciastko z pojemnika obok lodówki.
Wychodząc z kuchni minęłam w drzwiach Justina, szybkim ruchem wyrwał mi ciastko z ręki i włożył do buzi
-Ej! - krzyknęłam oburzona - chciałam to zjeść, wiesz?! -
-Wiem - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechem więc dało się słyszeć coś w stylu "Eblem".
Przełknął.
- Nie jedz tyle bo utyjesz! - klepnął mnie po brzuchu i wyszedł z kuchni.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią, w końcu zamknęłam ją i uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z kuchni.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam sączyć frugo. Po chwili przyszedł Justin, prawdopodobnie wrócił z toalety, usiadł na oparciu fotela.
-Wiesz która godzina? - spytał patrząc na mnie
-Mhmmm-powiedziałam wyciągając telefon ze spodni-...czwarta rano?!-sama się zdziwiłam - Nie spaliśmy całą noc? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Widocznie...- powiedział jakby zamyślony, wgapiony w firanki w oknie. Szybko wstał i podszedł do okna, odsłonił firanki, widok który zobaczył widocznie go ucieszył.Tyko nie wiem czemu, ciemne niebo, a na wschodzie delikatna różowa łuna słońca które dopiero zaczyna wschodzić.
-Idź się przebierz! - zarządził uradowany.
-Po...?- zaczęłam
-Oj idź - powiedział i zaczął mnie popychać w stronę schodów, niechętnie ale poszłam - Tylko ciepło...i szybko! - usłyszałam krzyk Justina jak byłam w połowie schodów. mruknęłam coś w stylu "dobsz" i poszłam w miarę szybkim krokiem do pokoju. Pogrzebałam trochę, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i ubrałam w to strzeliłam szybki makijaż i zeszłam do Justina ubranego mniej więcej tak.
-Twój dziadek ma fajne ubrania - usłyszałam podchodząc do Justina
-Jasne Justin, możesz je sobie pożyczyć, nie ma problemu...- zaczęłam machać ręką, i musiało to komicznie wyglądać.
-Oj tam - też machnął ręką - chodź! - złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Szliśmy wąską drogą, pomiędzy wysokimi trawami, Justin mnie ciągnął za nim za rękę, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że on nie zna okolic i nie będzie wiedział jak wrócić. Zatrzymałam się, poczułam szarpnięcie za rękę, ale się nie ruszyłam, Justin się odwrócił i spojrzał na mnie pytająco.
-Wiesz gdzie idziemy? - spytałam uważnie
-Nie - od powiedział a na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech
-I co cie tak cieszy?- spytałam trochę bezczelnie
-Bo...mam przeczucie! - powiedział uradowany - chodź! - powiedział i pociągnął mnie za rękę, jednak ja się nie ruszyłam. Spojrzał na mnie z miną dziecka które chce iść na zjeżdżalnie,a nie mama mu zakazuje. -No co jest? -spytał dziwnie
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
____________________________________
Ygh - mi się nie podoba, ale mam nadzieje że wam może przypadnie do gustu, przepraszam że taki krótki ale cóż - w kółko szkoła - dom - lekcje - szkoła - dom -lekcje i jeszcze mam treningi Kung - Fu (wyjątkowo damski sport XD)
Do następnego - chyba że nie chcecie piątego... :)
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
_____________________________________________________________________
-Karton!-
-Nogawka!-
-Abażur!-
-Rolki!-
-Iguana!-
-Apatia!-
-Atak!-
-Kormoran!-
-Krzak!-
-Ej! To nie na "N"!- krzyknęłam - przegrałeś - dodałam i wywaliłam język.- Graliśmy w tę dziwną grę żeby mówić jakiś wyraz zaczynający się na ostatnią literę poprzedniego.
-Hej, nie martw się, następnym razem będzie lepiej - zaczął mnie pocieszać Justin
-Justin, czemu mnie pocieszasz? To ty przegrałeś -zaczęłam się cicho śmiać
-Wiem, ale ty byś tego nie powiedziała, a ktoś musiał - powiedział z udawanym smutkiem. Nie myśląc, przytuliłam go.
-Lepiej? - spytałam
-Może...troszeczkę - odpowiedział a minka smutnego psiaka nie schodziła z jego twarzy. Pocałowałam go w policzek.
-A teraz? - spytałam
-lepiej - powiedział ale jakoś dziwnie, postanowiłam się jeszcze trochę tak pobawić
-w usta - powiedział głosem przedszkolaka który chce lizaka od mamy
-no chyba nie - powiedziałam od razu.
On się odwrócił i mnie cmoknął w usta, po czym wstał. Nie no co się stało? Ja nawet nie zdążyłam zareagować. Czyjaś ręka wsunęła mi się na pole widzenia, którym akurat był dywan. Ręka Justina, chciał mi pomóc wstać. Złapałam za rękę a ten mnie podciągnął do góry także stanęłam na nogi. Nie puścił mnie, przyciągnął do siebie i znów pocałował, tylko dłużej. Na chwilę odpłynęłam, bosko całował. Opamiętałam się i wróciłam na ziemię, odepchnęłam chłopaka i ruszyłam do kuchni. Odwróciłam jeszcze głowę przez ramię i sobaczyłam Mr.Biebera, siedzącego na kanapie i dosłownie pożerającego mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do kuchni.
Justin jest u mnie krótko ale bardzo go polubiłam, wręcz zaprzyjaźniliśmy się. I jak go nigdy nie lubiłam, to teraz nawet nie wiem za co, wszystkie plotki na jego temat, to nie prawda. Opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i o wszystkich wcześniejszych miłościach.Miał bardzo trudne dzieciństwo. Myślałam tak tkwiąc z głową w lodówce i tępo patrząc się na jedzenie. Maczałam głową "na otrząśniecie" i szczerze nie przewidywałam że na drodze lotu mojej głowy znajdzie się ściana od lodówki. No cóż nikt nie jest wszech wiedzący... Jęknęłam cicho i wyjęłam białe Frugo z lodówki i ciastko z pojemnika obok lodówki.
Wychodząc z kuchni minęłam w drzwiach Justina, szybkim ruchem wyrwał mi ciastko z ręki i włożył do buzi
-Ej! - krzyknęłam oburzona - chciałam to zjeść, wiesz?! -
-Wiem - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechem więc dało się słyszeć coś w stylu "Eblem".
Przełknął.
- Nie jedz tyle bo utyjesz! - klepnął mnie po brzuchu i wyszedł z kuchni.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią, w końcu zamknęłam ją i uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z kuchni.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam sączyć frugo. Po chwili przyszedł Justin, prawdopodobnie wrócił z toalety, usiadł na oparciu fotela.
-Wiesz która godzina? - spytał patrząc na mnie
-Mhmmm-powiedziałam wyciągając telefon ze spodni-...czwarta rano?!-sama się zdziwiłam - Nie spaliśmy całą noc? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Widocznie...- powiedział jakby zamyślony, wgapiony w firanki w oknie. Szybko wstał i podszedł do okna, odsłonił firanki, widok który zobaczył widocznie go ucieszył.Tyko nie wiem czemu, ciemne niebo, a na wschodzie delikatna różowa łuna słońca które dopiero zaczyna wschodzić.
-Idź się przebierz! - zarządził uradowany.
-Po...?- zaczęłam
-Oj idź - powiedział i zaczął mnie popychać w stronę schodów, niechętnie ale poszłam - Tylko ciepło...i szybko! - usłyszałam krzyk Justina jak byłam w połowie schodów. mruknęłam coś w stylu "dobsz" i poszłam w miarę szybkim krokiem do pokoju. Pogrzebałam trochę, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i ubrałam w to strzeliłam szybki makijaż i zeszłam do Justina ubranego mniej więcej tak.
-Twój dziadek ma fajne ubrania - usłyszałam podchodząc do Justina
-Jasne Justin, możesz je sobie pożyczyć, nie ma problemu...- zaczęłam machać ręką, i musiało to komicznie wyglądać.
-Oj tam - też machnął ręką - chodź! - złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Szliśmy wąską drogą, pomiędzy wysokimi trawami, Justin mnie ciągnął za nim za rękę, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że on nie zna okolic i nie będzie wiedział jak wrócić. Zatrzymałam się, poczułam szarpnięcie za rękę, ale się nie ruszyłam, Justin się odwrócił i spojrzał na mnie pytająco.
-Wiesz gdzie idziemy? - spytałam uważnie
-Nie - od powiedział a na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech
-I co cie tak cieszy?- spytałam trochę bezczelnie
-Bo...mam przeczucie! - powiedział uradowany - chodź! - powiedział i pociągnął mnie za rękę, jednak ja się nie ruszyłam. Spojrzał na mnie z miną dziecka które chce iść na zjeżdżalnie,a nie mama mu zakazuje. -No co jest? -spytał dziwnie
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
____________________________________
Ygh - mi się nie podoba, ale mam nadzieje że wam może przypadnie do gustu, przepraszam że taki krótki ale cóż - w kółko szkoła - dom - lekcje - szkoła - dom -lekcje i jeszcze mam treningi Kung - Fu (wyjątkowo damski sport XD)
Do następnego - chyba że nie chcecie piątego... :)
piątek, 4 stycznia 2013
Rozdział 3 cz II
Emi szybko wyszła z domu, a ja wróciłam do Justina, do salonu i usadłam na drugim końcu kanapy, uważnie mu się przyglądając. Widocznie to zauważył bo spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co jest?- rzucił
-Patrzę- powiedziałam odwracając głowę
-mhm.... a w ogóle to już możesz mówić mi Justin- powiedział. Ja tylko na niego spojrzałam z kpiną w oczach i prychnełam
-No co? - spytał
-I czy to nie ty przed chwilą powiedziałeś że "Nie jesteś rozpieszczoną gwiazdeczką"? Tylko NORMALNYM chłopakiem - położyłam dość duży nacisk na to zdanie
-No, ja i? - boże on jest taki głupi czy udaje? On chyba naprawdę nie wie że normalny chłopak, nie każe do siebie mówić "Per" . Jednak zdałam sobie sprawę że nasze pojęcia "normalności mogą się trochę różnić.
Nie mówiłam nic dalej tylko się na niego patrzyłam. Nie wyglądał dobrze. Grzywka opadała mu niezdarnie na czoło, twarz miała kolor brudnego papieru, oczy zaczerwienione i pozbawione wyrazu, a pod nimi wielkie wory.
-Możesz przestać? - spytał lekko podirytowany, ale chyba nie tym że na niego patrzę tylko stanem swojego telefonu, który obracał w rękach co chwila to rozmontowując to składając.
Pokręciłam przecząco głową a on wstał z kanapy.
-a powiesz mi co ze mną nie tak że mi się ta przyglądasz? - spojrzał na mnie
-Idź do łazienki, popatrz w lustro i...przebierz się - powiedziałam głosem jak do psa
-Co? Po...? -Zorientował się że jego ubranie nadal jest mokre, ruszył do łazienki, po drodze jeszcze spojrzał na kanapę. Miejsce na którym siedział było całe mokre, a tam gdzie leżał zostały tylko połowicznie wyschnięte plamy. Wyglądał na trochę zakłopotanego tym dziwnie zabawnym widokiem. Odwrócił jednak szybko wzrok i przeniósł go na mnie
-Czy twój dziadek ma jakieś ubrania...? -nie dokończył bo ja od razu pobiegłam na górę. Mój dziadek, on chciał kiedyś zostać gwiazdą, i nadal o tym marzy, kupuje sobie różna rzeczy dla młodzieży, ubiera się w nie, i spaceruje po domu lub ogrodzie śpiewając. był w miarę wzrostu Biebsa, i gruby też nie był. A gust mi się wydawał podobny, mój dziadek ma 57 lat ale wygląda dość młodo, powiem (w sekrecie) że czasami podbiera różne kosmetyki babci, na zmarszczki.
Przyniosłam Bieberowi ubranie na dół, a on szybko się przebrał. Włosy łożył z powrotem pomagając sobie żelem dziadka. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
-Strasz....szzzznie zi...zi...zimno tu macie - powiedział dygocząc z zimna. Dziwne... Bez słowa wstałam i poszłam zobaczyć temperaturę na termostacie. Pokazywał 23 stopnie. Mi było gorąco a siedziałam w tym Czemu nie w piżamie? Nie wiem, poprostu nie chciało mi się iść przebrać, ani spać. Była już...4 rano?! Jak ten czas szybko leci pomyślałam. Wyciągnęłam puchaty gruby koc i podałam Justinowi, a on się w nim "zakokonił" .
-Obejrzymy jakiś film? - zapytałam
-Ok - zgodził się i kichnął
-na zdrowie - powiedziałam i się uśmiechnęłam - to co oglądamy?- spytałam otwierając szufladę wypełnioną filmami. On widocznie nie chciał się ruszać, wychylił się na tyle by nie spaść z kanapy.
-ten- powiedział machając głową. Ja zdezorientowana spojrzałam na szufladę, wszystkie pudełka były od góry czarne, ustawione jeden koło i za drugim, jednym słowem: wszystkie wyglądały tak samo
-hę?- spytałam patrząc na niego
-no ten 3 od końca - powiedział z zarzenowniem
-a no jasne - powiedziałam nie pewnie, nie lubię horrorów, bo potem nie mogę spać. Ale nie odmówiłam, włączyłam film o nazwie "Rzeźnia III".
Usiadłam koło Justina i film się zaczął, nie przyjemne odgłosy kojenia ciał przez głównych bohaterów, co jakiś czas zagłuszał dźwięk kichanie i "flikania" Justina.
Był moment w którym główny bohater, zakradł się do śpiącej dziewczyny, odciął jej głowę i zaczął zjadać wnętrzności. Nie zrobiło mi się nie dobrze choć było to wyjątkowo obrzydliwe. Ale ma taki nawyk że ja zobaczę coś takiego to stawiam się na miejscu ofiary i sama się straszę. Odruchowo wtuliłam się w Justina.
On chyba był lekko zdziwiony, ale poczuł że jestem cała roztrzęsiona, nic nie powiedział tylko mnie objął i przytulił mnie mocniej. Poczułam się bezpiecznie, ale go nie puściłam, nie chciałam, udałam zatem że śpię. Wiem że to było głupie z mojej strony, ale ja po prostu nie chciałam go puszczać.
-Śpij piękna - usłyszałam szept Justina, i poczułam jak całuję mnie w czubek głowy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, i choć próbowałam nie potrafiłam się pozbyć tego banana z twarzy. On to zauważym
-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
________________________
Heh część 2 od 3 rozdziału, bo był krótki, mam nadzieje że się podoba :* liczę na komentarze :)
-Co jest?- rzucił
-Patrzę- powiedziałam odwracając głowę
-mhm.... a w ogóle to już możesz mówić mi Justin- powiedział. Ja tylko na niego spojrzałam z kpiną w oczach i prychnełam
-No co? - spytał
-I czy to nie ty przed chwilą powiedziałeś że "Nie jesteś rozpieszczoną gwiazdeczką"? Tylko NORMALNYM chłopakiem - położyłam dość duży nacisk na to zdanie
-No, ja i? - boże on jest taki głupi czy udaje? On chyba naprawdę nie wie że normalny chłopak, nie każe do siebie mówić "Per" . Jednak zdałam sobie sprawę że nasze pojęcia "normalności mogą się trochę różnić.
Nie mówiłam nic dalej tylko się na niego patrzyłam. Nie wyglądał dobrze. Grzywka opadała mu niezdarnie na czoło, twarz miała kolor brudnego papieru, oczy zaczerwienione i pozbawione wyrazu, a pod nimi wielkie wory.
-Możesz przestać? - spytał lekko podirytowany, ale chyba nie tym że na niego patrzę tylko stanem swojego telefonu, który obracał w rękach co chwila to rozmontowując to składając.
Pokręciłam przecząco głową a on wstał z kanapy.
-a powiesz mi co ze mną nie tak że mi się ta przyglądasz? - spojrzał na mnie
-Idź do łazienki, popatrz w lustro i...przebierz się - powiedziałam głosem jak do psa
-Co? Po...? -Zorientował się że jego ubranie nadal jest mokre, ruszył do łazienki, po drodze jeszcze spojrzał na kanapę. Miejsce na którym siedział było całe mokre, a tam gdzie leżał zostały tylko połowicznie wyschnięte plamy. Wyglądał na trochę zakłopotanego tym dziwnie zabawnym widokiem. Odwrócił jednak szybko wzrok i przeniósł go na mnie
-Czy twój dziadek ma jakieś ubrania...? -nie dokończył bo ja od razu pobiegłam na górę. Mój dziadek, on chciał kiedyś zostać gwiazdą, i nadal o tym marzy, kupuje sobie różna rzeczy dla młodzieży, ubiera się w nie, i spaceruje po domu lub ogrodzie śpiewając. był w miarę wzrostu Biebsa, i gruby też nie był. A gust mi się wydawał podobny, mój dziadek ma 57 lat ale wygląda dość młodo, powiem (w sekrecie) że czasami podbiera różne kosmetyki babci, na zmarszczki.
Przyniosłam Bieberowi ubranie na dół, a on szybko się przebrał. Włosy łożył z powrotem pomagając sobie żelem dziadka. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
-Strasz....szzzznie zi...zi...zimno tu macie - powiedział dygocząc z zimna. Dziwne... Bez słowa wstałam i poszłam zobaczyć temperaturę na termostacie. Pokazywał 23 stopnie. Mi było gorąco a siedziałam w tym Czemu nie w piżamie? Nie wiem, poprostu nie chciało mi się iść przebrać, ani spać. Była już...4 rano?! Jak ten czas szybko leci pomyślałam. Wyciągnęłam puchaty gruby koc i podałam Justinowi, a on się w nim "zakokonił" .
-Obejrzymy jakiś film? - zapytałam
-Ok - zgodził się i kichnął
-na zdrowie - powiedziałam i się uśmiechnęłam - to co oglądamy?- spytałam otwierając szufladę wypełnioną filmami. On widocznie nie chciał się ruszać, wychylił się na tyle by nie spaść z kanapy.
-ten- powiedział machając głową. Ja zdezorientowana spojrzałam na szufladę, wszystkie pudełka były od góry czarne, ustawione jeden koło i za drugim, jednym słowem: wszystkie wyglądały tak samo
-hę?- spytałam patrząc na niego
-no ten 3 od końca - powiedział z zarzenowniem
-a no jasne - powiedziałam nie pewnie, nie lubię horrorów, bo potem nie mogę spać. Ale nie odmówiłam, włączyłam film o nazwie "Rzeźnia III".
Usiadłam koło Justina i film się zaczął, nie przyjemne odgłosy kojenia ciał przez głównych bohaterów, co jakiś czas zagłuszał dźwięk kichanie i "flikania" Justina.
Był moment w którym główny bohater, zakradł się do śpiącej dziewczyny, odciął jej głowę i zaczął zjadać wnętrzności. Nie zrobiło mi się nie dobrze choć było to wyjątkowo obrzydliwe. Ale ma taki nawyk że ja zobaczę coś takiego to stawiam się na miejscu ofiary i sama się straszę. Odruchowo wtuliłam się w Justina.
On chyba był lekko zdziwiony, ale poczuł że jestem cała roztrzęsiona, nic nie powiedział tylko mnie objął i przytulił mnie mocniej. Poczułam się bezpiecznie, ale go nie puściłam, nie chciałam, udałam zatem że śpię. Wiem że to było głupie z mojej strony, ale ja po prostu nie chciałam go puszczać.
-Śpij piękna - usłyszałam szept Justina, i poczułam jak całuję mnie w czubek głowy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, i choć próbowałam nie potrafiłam się pozbyć tego banana z twarzy. On to zauważym
-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
________________________
Heh część 2 od 3 rozdziału, bo był krótki, mam nadzieje że się podoba :* liczę na komentarze :)
wtorek, 1 stycznia 2013
Rozdział 3
Z moich myśli wyrwał mnie głos Emi.
-Obudził się! Al! - nie ważne że siedziałam od niej jakieś 4 metry, ona i tak darła się an całą wieś.
____________________________________________________
Podeszłam do Justina, i trochę nim potrząsnęłam.
-Justin? Justin słyszysz mnie? - spytałam się piosenkarza
-Ew, mamo? Mam...wakacje...ebb- wymruczał Justin. Na co my zaczęłyśmy się śmiać. Justin gwałtowanie otworzył oczy i przeturlał się na bok, co za skutkowało tym że skończył na podłodze. -Co jest! - krzyknął szybko wstając i stając jeszcze na ugiętych kolanach, rozkładając ręce na boki. -Co ja tu robię?- Kim jesteście? O nieeee, znów mnie fanki porwały? -powiedział i usiadł
-Hej Justin... -zaczęłam ale mi przerwał
-Dla świrniętych, porywających mnie fanek, Panie Bieber - powiedział, a ja wywróciłam oczmi
-Okey, panie Bieber, nikt z tu obecnych nie jest pana świrniętym fanem! Przyszedł tu pan wieczorem, cały przemoczony, a jak otworzyłam drzwi to najzwyczajniej pan zemdlał.
-Aham - powiedział, pewnie dlatego nic nie pamiętam- powiedział i się zamyślił - przepraszam - powiedział po chwili - ja już, już pójdę - powiedział wstając i poszedł w stronę drzwi.
-Hej! -zawołałam za nim a on się odwrócił - gdzie idziesz, chyba nie masz samochodu, twój IPhon jest przemoczony, z ciuchów dalej leci ci woda, a godzina jest - spojrzałam na zegarek - druga rano. Zawrócił i popatrzył na mnie.
-Racja, ale co mam niby zrobić,nie znam miasta, nie wiem nawet gdzie mieszkam, nie mam jak zadzwonić, a nie chcę wam robić problemów, zwłaszcza że was nawet nie znam - powiedział trochę zażenowany.
-E tam! - machnęłam ręką - Więc tak: Ja jestem Alex, a to Noemi - pokazałam na Em - to jest dom moich dziadków, na co dzień mieszkamy w Kanadzie, a przeprowadziliśmy się z Polski, i to chyba wszystko o nas. - uśmiechnęłam się do chłopaka
-mhm... to teraz ja! - również się uśmiechnął - nazywam się Justin, jestem piosenkarzem, nienawidzę gdy ludzie odnoszą się do mnie jak do rozpieszczonej gwiazdy, jestem zwykłym chłopakiem, więc lubię ludzi którzy to widzą, mieszkam w Kanadzie, przyjechałem tu na wakacje, i się zgubiłem - uśmiechnął się głupkowato, złapał za brzuch i zrobił skwaszoną minę, po czym chwiejnym krokiem, zajęty w pół - chyba zapomniałem coś powiedzieć, jak się wczoraj zgubiliśmy, to chyba jechaliśmy do szpitala.
-Poczekaj - powiedziałam i pobiegłam do kuchni. Babcia, jak to na babcie przystało, przewidziała wszystko i zostawiła mi w domu, garnek wywaru na, no generalnie na wszystko.
Podgrzałam tego trochę i zaniosłam w kubku Justinowi.
-Niech pan wypije - powiedziałam podając mu kubek. On nic nie mówiąc wypił to co było w środku, robiąc komiczną minę.
-Fuuuuuuu - powiedział odstawiając kubek na stolik.
-Może i "fuuuuuu" ale pomaga - powiedziałam dość poważnie zabierając naczynie.
-Al! Ja muszę na chwilę pojechać na lotnisko, mama przyjechała, mogę pożyczyć wózek?- powiedziała otwierając drzwi do kuchni
Nic nie powiedziałam tylko rzuciłam w nią kluczykami z szafki
_________________________________-
Przepraszam że tak krótko ale strasznie się spiesyłam :) mam nadzieje że wybaczycie
-Obudził się! Al! - nie ważne że siedziałam od niej jakieś 4 metry, ona i tak darła się an całą wieś.
____________________________________________________
Podeszłam do Justina, i trochę nim potrząsnęłam.
-Justin? Justin słyszysz mnie? - spytałam się piosenkarza
-Ew, mamo? Mam...wakacje...ebb- wymruczał Justin. Na co my zaczęłyśmy się śmiać. Justin gwałtowanie otworzył oczy i przeturlał się na bok, co za skutkowało tym że skończył na podłodze. -Co jest! - krzyknął szybko wstając i stając jeszcze na ugiętych kolanach, rozkładając ręce na boki. -Co ja tu robię?- Kim jesteście? O nieeee, znów mnie fanki porwały? -powiedział i usiadł
-Hej Justin... -zaczęłam ale mi przerwał
-Dla świrniętych, porywających mnie fanek, Panie Bieber - powiedział, a ja wywróciłam oczmi
-Okey, panie Bieber, nikt z tu obecnych nie jest pana świrniętym fanem! Przyszedł tu pan wieczorem, cały przemoczony, a jak otworzyłam drzwi to najzwyczajniej pan zemdlał.
-Aham - powiedział, pewnie dlatego nic nie pamiętam- powiedział i się zamyślił - przepraszam - powiedział po chwili - ja już, już pójdę - powiedział wstając i poszedł w stronę drzwi.
-Hej! -zawołałam za nim a on się odwrócił - gdzie idziesz, chyba nie masz samochodu, twój IPhon jest przemoczony, z ciuchów dalej leci ci woda, a godzina jest - spojrzałam na zegarek - druga rano. Zawrócił i popatrzył na mnie.
-Racja, ale co mam niby zrobić,nie znam miasta, nie wiem nawet gdzie mieszkam, nie mam jak zadzwonić, a nie chcę wam robić problemów, zwłaszcza że was nawet nie znam - powiedział trochę zażenowany.
-E tam! - machnęłam ręką - Więc tak: Ja jestem Alex, a to Noemi - pokazałam na Em - to jest dom moich dziadków, na co dzień mieszkamy w Kanadzie, a przeprowadziliśmy się z Polski, i to chyba wszystko o nas. - uśmiechnęłam się do chłopaka
-mhm... to teraz ja! - również się uśmiechnął - nazywam się Justin, jestem piosenkarzem, nienawidzę gdy ludzie odnoszą się do mnie jak do rozpieszczonej gwiazdy, jestem zwykłym chłopakiem, więc lubię ludzi którzy to widzą, mieszkam w Kanadzie, przyjechałem tu na wakacje, i się zgubiłem - uśmiechnął się głupkowato, złapał za brzuch i zrobił skwaszoną minę, po czym chwiejnym krokiem, zajęty w pół - chyba zapomniałem coś powiedzieć, jak się wczoraj zgubiliśmy, to chyba jechaliśmy do szpitala.
-Poczekaj - powiedziałam i pobiegłam do kuchni. Babcia, jak to na babcie przystało, przewidziała wszystko i zostawiła mi w domu, garnek wywaru na, no generalnie na wszystko.
Podgrzałam tego trochę i zaniosłam w kubku Justinowi.
-Niech pan wypije - powiedziałam podając mu kubek. On nic nie mówiąc wypił to co było w środku, robiąc komiczną minę.
-Fuuuuuuu - powiedział odstawiając kubek na stolik.
-Może i "fuuuuuu" ale pomaga - powiedziałam dość poważnie zabierając naczynie.
-Al! Ja muszę na chwilę pojechać na lotnisko, mama przyjechała, mogę pożyczyć wózek?- powiedziała otwierając drzwi do kuchni
Nic nie powiedziałam tylko rzuciłam w nią kluczykami z szafki
_________________________________-
Przepraszam że tak krótko ale strasznie się spiesyłam :) mam nadzieje że wybaczycie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
