środa, 6 lutego 2013

Rozdział 6



Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się, że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
___________________________________________________________________________
Dogoniłam go, gdy wchodził do lasu.
-Justin. - Odezwałam się wyrównując z nim krok
-Przepraszam, nie powinienem był - powiedział szeptem. 
Do końca drogi już się nie odezwał, a każda podjęta przeze mnie próba  rozpoczęcia rozmowy, kończyła się milczeniem Biebera.

-O! no, wreszcie jesteście! - Przywitała nas Noemi w drzwiach - gdzie byliście?
Żadne z nas nie odpowiedziało na pytanie, ja rzuciłam jej krótkie "Hej" i przeszłam do kuchni, natomiast Justin nie powiedział nic; poszedł na górę.
Wstawiłam wodę na herbatę i usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, od kuchni.
Spojrzałam szybko w tamtą stronę, i po utwierdzeniu się w fakcie, że to Emi wróciłam do wcześniejszej czynności; robienia sobie picia.
Podeszła do marmurowego blatu stołu, oparła o niego dłonie i spojrzała na mnie pytająco.
Odpowiedziałam jej tym samym spojrzeniem, siadając po drugiej stronie stołu
-Co jest?- Rzuciła i usiadła naprzeciwko mnie – chodzi o Justina? – Bardziej stwierdziła niż spytała, więc nie zadalam sobie trudu odpowiedzi – to opowiadaj, co się działo?
-Bo wiesz, jak pojechałaś…-Opowiedziałam jej wszystko po kolei, począwszy od momentu, kiedy wyszła, skończywszy na tym, że Justin mnie olewa – i nie rozumiem czemu, czy ze mną jest cos nie tak? – Spytałam, na koniec
-Tak- powiedziała a ja na nią dziwnie spojrzałam, chyba powinna mnie pocieszyć czy coś a nie tak wprost mi mówić, że jestem dziwna. Chociaż ona zawsze waliła ‘prosto z mostu’ bez jakiegokolwiek wyczucia, lubiłam to w niej. – Po pierwsze to to, że się nim przejmujesz, po drugie, jest tylko jeden powód – uśmiechnęła się głupkowato; zawsze to robiła, dzięki temu na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który zaraz uciekł. – Znasz tego gościa … no ja nie wiem, parę godzin? Pomijając czas, kiedy spał. On jest gwiazdą! Zabawę uczuciami dziewczyn ma wpisaną w kod DNA!
-Chyba masz rację – powiedziałam wstając
-No chyba nie – przerwał mi Justin opierający się o ścianę kolo drzwi, chyba nie zauważyłam, kiedy wszedł, sądząc po minie Emi, ona też nie. – Noemi, z całym szacunkiem, ale mnie nie znasz więc proszę nie oceniaj mnie – powiedział to tak poważnie że nie wierzyłam że to ten sam komiczny Justin co w Internecie. – Alex – zwrócił się do mnie – możemy pogadać? –Impulsywnie wstałam i wyszłam do salonu, chociaż wcale nie chciałam.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Spytałam siadając na kanapie
- Chciałem tylko przeprosić – powiedział siadając naprzeciwko mnie na stoliku od telewizora
 -Za, co? – Spytałam zdziwiona
- Za moje zachowanie, za to, że cie ignorowałem i w ogóle … słyszałem twoją rozmowę z Noemi – dodał ciszej, nie przyszło mi do głowy, że będzie mnie za to przepraszać, ale, zrobiło mi się miło. A co do rozmowy z Noemi, też mnie trochę temat zastanawiał.
-Ile słyszałeś?-
-Dużo, ale to chyba nic złego – uśmiechnął się uroczo – dobrze, ja się już będę zbierał, sprawdziłem w Internecie adres hotelu gdzie jest ekipa, tak, że ten – powiedział i ruszył do drzwi
Zauważyłam ze przebrał się w ciuchy, których przyszedł, ale zastanawiało mnie jedno.
-Justin jak chcesz wrócić? – Krzyknęłam za nim
-Na piechotę? – Spytał dziwnie na mnie patrząc
-Znasz okolice? Wiesz gdzie to jest? – Znałam odpowiedzi na te pytania i na oba by brzmiały „nie”, ale on chyba nie do końca był tego świadomy.
Pokręcił głową – eh masz rację – powiedział i odwiesił bluzę powrotem na wieszak
-Ubieraj się, zawiozę cię – rzuciłam do niego i wyszłam z domu, bo byłam już ubrana.
Poszłam do samochodu a Justin zaraz mnie dogonił i usiadł obok mnie, na miejscu pasażera
-To, podaj adres – rozkazałam a on natychmiast wykonał moje polecenie, ze zdziwienia aż otworzyłam buzię, miejsce, które podał było oddalone od naszego domku dobre 4 godziny drogi autem, a co dopiero na piechotę, zaraz uświadomiłam Justina w tym fakcie a ten się tylko niewinnie uśmiechnął.
*
Już, przez co najmniej trzy godziny jechaliśmy w milczeniu, a ja robiłam się coraz bardziej zła. Mój problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, co jest źródłem złości.
Justin? Ja? Noemi? To, że go wtedy nie pocałowałam? Nie wiem, równie dobrze może to być wina idealnie gładkiej drogi, którą jedziemy.
-Masz dziewczynę? –Wypaliłam z nienacka przerywając tym samym ciszę i powodując, że twarz Justina wygięła się w coś, co ciężko nazwać, ale było tej minie bliżej do grymasu obrzydzenia niż uśmiechu
-Myślisz, że jakbym miał dziewczynę to bym cię wtedy w salonie pocałował? – Spojrzał na mnie dziwnie
-Myślę, że jak byś jej nie miał to pocałowałbyś mnie na polanie – to go zgasiło, jednak nie na długo, bo na jego twarzy zagościł szarmancki uśmieszek, a ja spojrzałam na niego pytająco.
-Czyli, że tego chciałaś –
-O nie, tego nie powiedziałam, – ale pomyślałam…
-Ale zasugerowałaś! – Drążył
-Możemy zmienić temat? – spytałam, bo doskonale wiedziałam, że nie umiem dobrze kłamać a kto jak kto ale Justin, jest cholernie przystojny!
______________________________________
Przepraszam że tak długo ale powiem że 7 mam już napisany w zeszycie tylko że muszę przepisać na komputer :/ i nie było by problemu, gdyby nie to że mam szlaban ;p się nabroiło xD. Bardzo was proszę o komentowanie, bo nie wiem czy mam to dalej ciągnąć czy zostawić :/ polecajcie znajomym czy coś, na pewno komuś się spodoba...prawda?

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział5

-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.

_________________________________________________
Szliśmy jeszcze około dziesięciu minut. Weszliśmy do lasu, czasem chodziłam tam na grzyby z dziadkiem albo z babcią, zrywać kwiatki na wianki. Jednak nigdy nie chodziliśmy głębiej w las. Podobno mieszka w tych lasach jakiś potwór, a przynajmniej tak mi próbowali wmówić dziadkowie. Zawsze strasznie się śmiałam słysząc takie opowieści. Justin ciągnął mnie w głąb lasu. Na dworze nie było jeszcze jasno, więc jak weszliśmy pod drzewa zrobiło się zupełnie ciemno, widziałam tylko nie wyraźne zarysy sylwetki Biebsa. Przez trochę się bałam, ale szłam a wręcz biegłam za Justinem. W końcu wyszliśmy z pod klosza z gałęzi, moim oczom ukazał się przepiękny widok, z wrażenia chyba otworzyła mi się lekko buzia. Staliśmy na polanie, nie była duża, z trzech stron otoczona gęstym mieszanym lasem a na przeciwko nas kończyła się stromym klifem od strony wschodu. Podeszliśmy bliżej, staliśmy na środku polany, i patrzeliśmy na widoki.
Justin usiadł, poczułam że ciągnie mnie za rękę bym tez usiadła. Dołączyłam do niego, podkuliłam nogi pod brodę i siedziałam, Biebs przyjął podobną pozycję do mojej, siedzieliśmy tak już ponad 20 minut, a mi zaczęło się robić zimno, a nawet bardzo zimno, zaczęłam "dygotać". Spojrzałam na Jusa a on na mnie.
-Masz fioletowe usta - wyszeptał,  ja nic nie odpowiedziałam. On też już nic nie mówił, złapał mnie w pasie,przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. On się położył, a ja na nim. Głowy dalej mieliśmy zwrócone w stronę słońca, właśnie wschodziło. Widok był niesamowity. Usiadłam, Justin poszedł w moje ślady. Było...było bosko...było... nie do opisania.
-I co? Opłacało się zaufać? - spytał patrząc na mnie.
Obróciłam się w jego stronę, i tylko uśmiechnęłam. Oparłam się na rękach i wpatrzyłam w słońce.
-Piękne widoki, co nie? - powiedziałam mrużąc oczy i obracając w stronę Justina.
-Mhm- wymruczał i wtulił się we mnie od tyłu - wracamy?- spytał szeptem.
-Taaak.  szybko wstaliśmy, odwróciłam się i już ruszyłam w drogę powrotną, ale Justin złapał mnie w tali i obrócił.
-Jeszcze jedno - szepnął i się uśmiechnął.
Spojrzałam na niego pytająco, on powoli zbliżył swoją twarz do mojej, nie protestowałam, w ostatnim momencie odsunął głowę, po prostu odwrócił się i zaczął wracać. Stałam chwile zdezorientowana. Zdawało mi się że chce mnie pocałować, a ten sobie odszedł. Musiałam to wyjaśnić, i to szybko. Pobiegłam za oddalającym się Justinem.
_________________________________
Sorry za moją nadmierną beznadziejność :/ liczę na komentarze :)
-

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 4

-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.

_____________________________________________________________________

-Karton!-
-Nogawka!-
-Abażur!-
-Rolki!-
-Iguana!-
-Apatia!-
-Atak!-
-Kormoran!-
-Krzak!-
-Ej! To nie na "N"!- krzyknęłam - przegrałeś - dodałam i wywaliłam język.- Graliśmy w tę dziwną grę żeby mówić jakiś wyraz zaczynający się na ostatnią literę poprzedniego.
-Hej, nie martw się, następnym razem będzie lepiej - zaczął mnie pocieszać Justin
-Justin, czemu mnie pocieszasz? To ty przegrałeś -zaczęłam się cicho śmiać
-Wiem, ale ty byś tego nie powiedziała, a ktoś musiał - powiedział z udawanym smutkiem. Nie myśląc, przytuliłam go.
-Lepiej? - spytałam
-Może...troszeczkę - odpowiedział a minka smutnego psiaka nie schodziła z jego twarzy. Pocałowałam go w policzek.
-A teraz? - spytałam
-lepiej - powiedział ale jakoś dziwnie, postanowiłam się jeszcze trochę tak pobawić
-w usta - powiedział głosem przedszkolaka który chce lizaka od mamy
-no chyba nie - powiedziałam od razu.
On się odwrócił i mnie cmoknął w usta, po czym wstał. Nie no co się stało? Ja nawet nie zdążyłam zareagować. Czyjaś ręka wsunęła mi się na pole widzenia, którym akurat był dywan. Ręka Justina, chciał mi pomóc wstać. Złapałam za rękę a ten mnie podciągnął do góry także stanęłam na nogi. Nie puścił mnie, przyciągnął do siebie i znów pocałował, tylko dłużej. Na chwilę odpłynęłam, bosko całował. Opamiętałam się i wróciłam na ziemię, odepchnęłam chłopaka i ruszyłam do kuchni. Odwróciłam jeszcze głowę przez ramię i sobaczyłam Mr.Biebera, siedzącego na kanapie i dosłownie pożerającego mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do kuchni.
Justin jest u mnie krótko ale bardzo go polubiłam, wręcz zaprzyjaźniliśmy się. I  jak go nigdy nie lubiłam, to teraz nawet nie wiem za co, wszystkie plotki na jego temat, to nie prawda. Opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i o wszystkich wcześniejszych miłościach.Miał bardzo trudne dzieciństwo. Myślałam tak tkwiąc z głową w lodówce i tępo patrząc się na jedzenie. Maczałam głową "na otrząśniecie" i szczerze nie przewidywałam że na drodze lotu mojej głowy znajdzie się ściana od lodówki. No cóż nikt nie jest wszech wiedzący... Jęknęłam cicho i wyjęłam białe Frugo z lodówki i ciastko z pojemnika obok lodówki.
Wychodząc z kuchni minęłam w drzwiach Justina, szybkim ruchem wyrwał mi ciastko z ręki i włożył do buzi
-Ej! - krzyknęłam oburzona - chciałam to zjeść, wiesz?! -
-Wiem - powiedział z pełnymi ustami i uśmiechem więc dało się słyszeć coś w stylu "Eblem".
Przełknął.
- Nie jedz tyle bo utyjesz! - klepnął mnie po brzuchu i wyszedł z kuchni.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią, w końcu zamknęłam ją  i uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z kuchni.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam sączyć frugo. Po chwili przyszedł Justin, prawdopodobnie wrócił z toalety, usiadł na oparciu fotela.
-Wiesz która godzina? - spytał patrząc na mnie
-Mhmmm-powiedziałam wyciągając telefon ze spodni-...czwarta rano?!-sama się zdziwiłam - Nie spaliśmy całą noc? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-Widocznie...- powiedział jakby zamyślony, wgapiony w firanki w oknie. Szybko wstał i podszedł do okna, odsłonił firanki, widok który zobaczył widocznie go ucieszył.Tyko nie wiem czemu, ciemne niebo, a na wschodzie delikatna różowa łuna słońca które dopiero zaczyna wschodzić.
-Idź się przebierz! - zarządził uradowany.
-Po...?- zaczęłam
-Oj idź - powiedział i zaczął mnie popychać w stronę schodów, niechętnie ale poszłam - Tylko ciepło...i szybko! - usłyszałam krzyk Justina jak byłam w połowie schodów. mruknęłam coś w stylu "dobsz" i poszłam w miarę szybkim krokiem do pokoju. Pogrzebałam trochę, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i ubrałam w to strzeliłam szybki makijaż i zeszłam do Justina ubranego mniej więcej tak.
-Twój dziadek ma fajne ubrania - usłyszałam podchodząc do Justina
-Jasne Justin, możesz je sobie pożyczyć, nie ma problemu...- zaczęłam machać ręką, i musiało to komicznie wyglądać.
-Oj tam - też machnął ręką - chodź! - złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Szliśmy wąską drogą, pomiędzy wysokimi trawami, Justin mnie ciągnął za nim za rękę, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że on nie zna okolic i nie będzie wiedział jak wrócić. Zatrzymałam się, poczułam szarpnięcie za rękę, ale się nie ruszyłam, Justin się odwrócił i spojrzał na mnie pytająco.
-Wiesz gdzie idziemy? - spytałam uważnie
-Nie - od powiedział a na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech
-I co cie tak cieszy?- spytałam trochę bezczelnie
-Bo...mam przeczucie! - powiedział uradowany - chodź! - powiedział i pociągnął mnie za rękę, jednak ja się nie ruszyłam. Spojrzał na mnie z miną dziecka które chce iść na zjeżdżalnie,a nie mama mu zakazuje. -No co jest? -spytał dziwnie
-No, zastanów się, postaw się na moim miejscu i pomyśl co byś zrobił: Prawie obcy ci człowiek ciągnie cię za rękę przez nieznane mu drogi, w kierunku lasu, gdzie nie wiadomo co z tobą zrobi, a z drugiej strony masz cieplutki dom - powiedziałam i wskazałam na budynek w oddali.
-Oj tam! nie możesz mi zaufać? Mam dobre przeczucie, tylko choć! - niechętnie ale ruszyłam.
____________________________________
Ygh - mi się nie podoba, ale mam nadzieje że wam może przypadnie do gustu, przepraszam że taki krótki ale cóż - w kółko szkoła - dom - lekcje - szkoła - dom -lekcje i jeszcze mam treningi Kung - Fu (wyjątkowo damski sport XD)
Do następnego - chyba  że nie chcecie piątego... :)

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 3 cz II

Emi szybko wyszła z domu, a ja wróciłam do Justina, do salonu i usadłam na drugim końcu kanapy, uważnie mu się przyglądając. Widocznie to zauważył bo spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Co jest?- rzucił
-Patrzę- powiedziałam odwracając głowę
-mhm.... a w ogóle to już możesz mówić mi Justin- powiedział. Ja tylko na niego spojrzałam z kpiną w oczach i prychnełam
-No co? - spytał
-I czy to nie ty przed chwilą powiedziałeś że "Nie jesteś rozpieszczoną gwiazdeczką"? Tylko NORMALNYM chłopakiem - położyłam dość duży nacisk na to zdanie
-No, ja i? - boże on jest taki głupi czy udaje? On chyba naprawdę nie wie że normalny chłopak, nie każe do siebie mówić "Per" . Jednak zdałam sobie sprawę że nasze pojęcia "normalności mogą się trochę różnić.
Nie mówiłam nic dalej tylko się na niego patrzyłam. Nie wyglądał dobrze. Grzywka opadała mu niezdarnie na czoło, twarz miała kolor brudnego papieru, oczy zaczerwienione i pozbawione wyrazu, a pod nimi wielkie wory.
-Możesz przestać? - spytał lekko podirytowany, ale chyba nie tym że na niego patrzę tylko stanem swojego telefonu, który obracał w rękach co chwila to rozmontowując to składając.
Pokręciłam przecząco głową a on wstał z kanapy.
-a powiesz mi co ze mną nie tak że mi się ta przyglądasz? - spojrzał na mnie
-Idź do łazienki, popatrz w lustro i...przebierz się - powiedziałam głosem jak do psa
-Co? Po...? -Zorientował się że jego ubranie nadal jest mokre, ruszył do łazienki, po drodze jeszcze spojrzał na kanapę. Miejsce na którym siedział było całe mokre, a tam gdzie leżał zostały tylko połowicznie wyschnięte plamy. Wyglądał na trochę zakłopotanego tym dziwnie zabawnym widokiem. Odwrócił jednak szybko wzrok i przeniósł go na mnie
-Czy twój dziadek ma jakieś ubrania...? -nie dokończył bo ja od razu pobiegłam na górę. Mój dziadek, on chciał kiedyś zostać gwiazdą, i nadal o tym marzy, kupuje sobie różna rzeczy dla młodzieży, ubiera się w nie, i spaceruje po domu lub ogrodzie śpiewając. był w miarę wzrostu Biebsa, i gruby też nie był. A gust mi się wydawał podobny, mój dziadek ma 57 lat ale wygląda dość młodo, powiem (w sekrecie) że czasami podbiera różne kosmetyki babci, na zmarszczki.
Przyniosłam Bieberowi ubranie na dół, a on szybko się przebrał. Włosy łożył z powrotem pomagając sobie żelem dziadka. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie.
-Strasz....szzzznie zi...zi...zimno tu macie - powiedział dygocząc z zimna. Dziwne... Bez słowa wstałam i poszłam zobaczyć temperaturę na termostacie. Pokazywał 23 stopnie. Mi było gorąco a siedziałam w tym Czemu nie w piżamie? Nie wiem, poprostu nie chciało mi się iść przebrać, ani spać. Była już...4 rano?! Jak ten czas szybko leci pomyślałam. Wyciągnęłam puchaty gruby koc i podałam Justinowi, a on się w nim "zakokonił" .
-Obejrzymy jakiś film? - zapytałam
-Ok - zgodził się i kichnął
-na zdrowie - powiedziałam i się uśmiechnęłam - to co oglądamy?- spytałam otwierając szufladę wypełnioną filmami. On widocznie nie chciał się ruszać, wychylił się na tyle by nie spaść z kanapy.
-ten- powiedział machając głową. Ja zdezorientowana spojrzałam na szufladę, wszystkie pudełka były od góry czarne, ustawione jeden koło i za drugim, jednym słowem: wszystkie wyglądały tak samo
-hę?- spytałam patrząc na niego
-no ten 3 od końca - powiedział z zarzenowniem
-a no jasne - powiedziałam nie pewnie, nie lubię horrorów, bo potem nie mogę spać. Ale nie odmówiłam, włączyłam film o nazwie "Rzeźnia III".
Usiadłam koło Justina i film się zaczął, nie przyjemne odgłosy kojenia ciał przez głównych bohaterów, co jakiś czas zagłuszał dźwięk kichanie i "flikania" Justina.
Był moment w którym główny bohater, zakradł się do śpiącej dziewczyny, odciął jej głowę i zaczął zjadać wnętrzności. Nie zrobiło mi się nie dobrze choć było to wyjątkowo  obrzydliwe. Ale ma taki nawyk że ja zobaczę coś takiego to stawiam się na miejscu ofiary i sama się straszę. Odruchowo wtuliłam się w Justina.
On chyba był lekko zdziwiony, ale poczuł że jestem cała roztrzęsiona, nic nie powiedział tylko mnie objął i przytulił mnie mocniej. Poczułam się bezpiecznie, ale go nie puściłam, nie chciałam, udałam zatem że śpię. Wiem że to było głupie z mojej strony, ale ja po prostu nie chciałam  go puszczać.
-Śpij piękna - usłyszałam szept Justina, i poczułam jak całuję mnie w czubek głowy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, i choć próbowałam nie potrafiłam się pozbyć tego banana z twarzy. On to zauważym
-Oż ty...udawaczu! - krzyknął i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać, ja się darłam, rzucałam na wszystkie strony, a on nie przestawał. Spadłam na podłogę
-Ratuuuuunku!!!!!!! -zaczęłam się drzeć a on się śmiał i dalej mnie łaskotał.
________________________
Heh część 2 od 3 rozdziału, bo był krótki, mam nadzieje że się podoba :* liczę na komentarze :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 3

Z moich myśli wyrwał mnie głos Emi.
-Obudził się! Al! - nie ważne że siedziałam od niej jakieś 4 metry, ona i tak darła się an całą wieś.

____________________________________________________
Podeszłam do Justina, i trochę nim potrząsnęłam.
-Justin? Justin słyszysz mnie? - spytałam się piosenkarza
-Ew, mamo? Mam...wakacje...ebb- wymruczał Justin. Na co my zaczęłyśmy się śmiać. Justin gwałtowanie otworzył oczy i przeturlał się na bok, co za skutkowało tym że skończył na podłodze. -Co jest! - krzyknął szybko wstając i stając jeszcze na ugiętych kolanach, rozkładając ręce na boki. -Co ja tu robię?- Kim jesteście? O nieeee, znów mnie fanki porwały? -powiedział i usiadł
-Hej Justin... -zaczęłam ale mi przerwał
-Dla świrniętych, porywających mnie fanek, Panie Bieber - powiedział, a ja wywróciłam oczmi
-Okey, panie Bieber, nikt z tu obecnych nie jest pana świrniętym fanem! Przyszedł tu pan wieczorem, cały przemoczony, a jak otworzyłam drzwi to najzwyczajniej pan zemdlał.
-Aham - powiedział, pewnie dlatego nic nie pamiętam- powiedział i się zamyślił - przepraszam - powiedział po chwili - ja już, już pójdę - powiedział wstając i poszedł w stronę drzwi.
-Hej! -zawołałam za nim a on się odwrócił - gdzie idziesz, chyba nie masz samochodu, twój IPhon jest przemoczony, z ciuchów dalej leci ci woda, a godzina jest - spojrzałam na zegarek - druga rano. Zawrócił i popatrzył na mnie.
-Racja, ale co mam niby zrobić,nie znam miasta, nie wiem nawet gdzie mieszkam, nie mam jak zadzwonić, a nie chcę wam robić problemów, zwłaszcza że was nawet nie znam - powiedział trochę zażenowany.
-E tam! - machnęłam ręką - Więc tak: Ja jestem Alex, a to Noemi - pokazałam na Em - to jest dom moich dziadków, na co dzień mieszkamy w Kanadzie, a przeprowadziliśmy się z Polski, i to chyba wszystko o nas. - uśmiechnęłam się do chłopaka
-mhm... to teraz ja! - również się uśmiechnął - nazywam się Justin, jestem piosenkarzem, nienawidzę  gdy ludzie odnoszą się do mnie jak do rozpieszczonej gwiazdy, jestem zwykłym chłopakiem, więc lubię ludzi którzy to widzą, mieszkam w Kanadzie, przyjechałem tu na wakacje, i się zgubiłem - uśmiechnął się głupkowato, złapał za brzuch i zrobił skwaszoną minę, po czym chwiejnym krokiem, zajęty w pół - chyba zapomniałem coś powiedzieć, jak się wczoraj zgubiliśmy, to chyba jechaliśmy do szpitala.
-Poczekaj - powiedziałam i pobiegłam do kuchni. Babcia, jak to na babcie przystało, przewidziała wszystko i zostawiła mi w domu, garnek wywaru na, no generalnie na wszystko.
Podgrzałam tego trochę i zaniosłam w kubku Justinowi.
-Niech pan wypije - powiedziałam podając mu kubek. On nic nie mówiąc wypił to co było w środku, robiąc komiczną minę.
-Fuuuuuuu - powiedział odstawiając kubek na stolik.
-Może i "fuuuuuu" ale pomaga - powiedziałam dość poważnie zabierając naczynie.
-Al! Ja muszę na chwilę pojechać na lotnisko, mama przyjechała, mogę pożyczyć wózek?- powiedziała otwierając drzwi do kuchni
Nic nie powiedziałam tylko rzuciłam w nią kluczykami z szafki
_________________________________-
Przepraszam że tak krótko ale strasznie się spiesyłam  :) mam nadzieje że wybaczycie

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 2

*Oczami Alex*
Otworzyłam drzwi, przede mną stała jakaś postać, trochę wyższy ode mnie chłopak. Cały się trząsł, a z jego ubrań kapały krople wody. Nie widziałam żadnych szczegółów, ani twarzy. Chciałam już coś powiedzieć, ale zamiast tego usłyszałam kolejny huk pioruna,wystraszyłam się i krzyknęłam. Znów spojrzałam na tajemniczego przybysza, dziwnie się zachwiał, i upadł na mnie. Przywalona jego dość ciężkim ciałem upadłam na podłogę.
-Emi! - krzyknęłam, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi -Emi, no! - wrzasnęłam trochę głośniej, i w tedy, chyba z kuchni, wyszła Noemi.
-Co jest? - spytała z pełną buzią
-Po prostu tu chodź - powiedziałam lekko poddenerwowana całą sytuacją
-O Bosz, na chwilę cie zostawić a ty już jakiegoś menela z ulicy ściągasz. - Zaśmiała się
-Menela? Raczej nie, ładnie pachnie - uśmiechnęłam się debilnie, ale ona chyba tego nie widziała - Em, pomożesz mi wstać i podnieść -pokazałam palcem na przybysza-jego?, ciężki jest -
-Ok,ok już - powiedziała odchodząc z powrotem w stronę kuchni - zaraz wrócę! - krzyknęła, na co ja tylko westchnęłam. Wydostałam się spod bezwładnego ciała mężczyzny. Złapałam go za nogi i zaczęłam ciągnąć po podłodze.
-O już sobie poradziłaś, to ja wrócę do jedzenia lodów - powiedziała Em, która nie wiem kiedy stanęła za mną
-Nie, pomóż mi go położyć na kanapie - powiedziałam lekko jęcząc, po próbie samodzielnego wykonania czynności. Noemi nic nie mówiąc złapała go pod ręce.
-No to na trzy? - spytała. Rzuciłam tylko mhm jako odpowiedź
-raz-
-dwa-
-trzy.- wrzuciłyśmy chłopaka.
-To ja pójdę zobaczyc co da się w sprawie prądu zrobić ok? A ty możesz już wrócić do jedzenia- powiedziałam wchodząc po schodach na piętro. Szłam do pokoju dziadka gdzie była skrzynka z bezpiecznikami. Trochę tam pogrzebałam i zapaliłam światła w domu. Mój dziadek z babcią pojechali spędzić te wakacje na Florydzie, żeby jakoś wyjątkowo uczcić urodziny babci.
Zawsze jak o nich myślałam to , to wydawało mi się takie dziwne a za razem piękne, że po mimo wszystko wytrzymali ze sobą już tyle lat i dalej się kochają.
Zaszłam na dół, chciałam sprawdzić kogo znalazłam na dworze, albo kto taki znalazł mnie.
Spojrzałam na kanapę. Zamknęłam i przetarłam oczy żeby upewnić się że dobrze widzę.
-Emi! - wydarłam się najgłośniej jak umiałam, chociaż wiem że była w pomieszczeniu obok
-Pali się czy co?-wyszła z kuchni z pucharkiem lodów w ręku
Ja tylko na nią spojrzałam i wywróciłam oczami
-No co? miały się zmarnować? - powiedziała z wyrzutem - To co zepsułaś, że tak krzyczysz?
-Nic, nic, ale zobacz kim jest ten "menel" którego znalazłam na dworze i który zemdlał
-I powiedz mi czy to ja mam zwidy czy na tej kanapie leży Justin Bieber?! -dopytałam się jej
-Nie, nie masz zwidów- powiedziała podchodząc do kanapy i odsunęła trochę, mokrą grzywkę piosenkarza - tak. to zdecydowanie Bieber.
-Wow-tylko tyle powiedziałam
-Ale ty nie jesteś jego fanką -powiedziała dziwnie na mnie patrząc na mnie dziwnym wzrokiem - z resztą ja też nie -dodała obojętnie. W sumie to faktycznie za nim nie przepadałam, ale hejterem też nie byłam. Poprostu wiedziałam że taki człowek na świecie istnieje.
Z moich myśli wyrwał mnie głos Emi.
-Obudził się! Al! - nie ważne że siedziałam od niej jakieś 4 metry, ona i tak darła się an całą wieś.
________________________________________
Jest drugi ^^ przepraszam za beznadziejność ale cóż :/

Rozdział 1

*Oczami Alex*
Minął dopiero tydzień wakacji a ja i Noemi już się świetnie bawimy. Siedzimy w domu moich dziadków na wsi. Na dworze tak pada że nic nie widać, a my wygłupiamy się w najlepsze słuchając piosenek z 4funTV.
-To ja pójdę zrobić gorącą czekoladę - powiedziałam wstając
-Ej, to nałóż mi jeszcze lodów - powiedziała Emi wyciągając do mnie pucharek po lodach, ja na nią tylko 'znacząco' spojrzałam, a ta zrobiła oczy a'la kot ze Shreka. Wiedziała że takim oczom to ja odmówić nie potrafię, wywróciłam oczami i zabrałam naczynie z jej rąk, co wywołało na jej twarzy ogromny uśmiech.
Poszłam do kuchni, odstawiłam naczynie na blat, z szafki wyciągnęłam dwa kubki i również postawiłam na blacie. Zaczęłam gotować wodę na gorącą czekoladę. Z zamrażarki wyciągnęłam nowe pudełko lodów waniliowych i drugie truskawkowych - dwa ulubione smaki Noemi. Nucąc pod nosem jakąś piosenkę i trochę tańcząc zaczęłam wszystko przygotowywać. Gdy już wszystko było gotowe postawiłam to na tacę i ruszyłam w kierunku drzwi. Już miałam wchodzić do salonu gdy usłyszałam, okropny huk a potem krzyk Noemi. Zgasło światło. Odwróciłam się na pięcie i ostrożnie odstawiłam tace na wysepkę.
-Em! Co się stało! -krzyknęłam z salonu
-Nie wiem! chyba piorun w coś walnął i nie ma prądu! - usłyszałam gdzieś z domu
-Eh...- westchnęłam cicho i  weszłam do salonu. Usiadłam na kanapie, ale się nie nasiedziałam bo zadzwonił dzwonek do drzwi. - serio, nie macie lepszych momentów na odwiedziny? - powiedziałam sama do siebie i poszłam otworzyć.
*Oczami Justina*
Na dworze strasznie pada, a my się chyba zgubiliśmy bo jeździmy w kółko od około trzech godzin a mnie bolał brzuch, naszym punktem docelowym był szpital
-Filiiiiip- jęknąłem
-Tak?-spytał się szofer
-Zatrzymaj się- powiedziałem
-Nie, panie Bieber, pada, mało widzę, a na dwór i tak nie pozwolę panu wysiąść
-Zatrzymaj się! -krzyknąłem zdenerwowany, otworzyłem drzwi i wyszedłem za nim jednak je zamknąłem włożyłem jeszcze głowę do środka i spojrzałem na Filipa
-Nie pytam cię o zgodę! - powiedziałem i zamknąłem za sobą drzwi.
Szedłem przed siebie, nie wiedziałem gdzie, byłem na jakiejś małej wsi, wszędzie tylko pola, nawet jednego nędznego domku. Powoli zaczynałem żałować że wyszedłem, ale nie miałem zamiaru wrócić, po około 10 minutach dość szybkiego marszu na horyzoncie zobaczyłem dom. Paliło się światło, czyli ktoś tam był. Zacząłem biec. Gdy byłem parę metrów od tego domu, usłyszałem głośny huk i zobaczyłem błysk. Światło zgasło, a ja przyspieszyłem. Byłem chory, przemoczony, w  środku jakiejś wsi w nieznanym mi kraju.Byłem gdzieś na obrzeżach Nowego Yorku.
Stanąłem przed drzwiami. Nacisnąłem dzwonek. Otworzyła mi dziewczyna, mniej więcej mojego wzrostu, twarzy nie widziałem, bo było ciemno. Usłyszałem jeszcze huk na zewnątrz, krzyk dziewczyny i mój film się urwał.
________________________
Tadam i jest 1 :p przepraszam za beznadziejność ale się starałam, a no i przepraszam za błędy ortograficzne, liczę na wybaczenie :)
I szczęśliwego nowego roku